piątek, 21 listopada 2014

CZY JESTEŚ UZALEŻNIONY OD JEDZENIA? SPRAWDŹ TO


W ostatnich latach coraz liczniej występują zaburzenia odżywiania, które wiążą się z niekontrolowanym lub nadmiernym jedzeniem. W Europie aż 50% społeczeństwa ma problemy z kontrolowaniem wagi, a co piąta kobieta przyznaje się do napadów obżarstwa. Jedzenioholizm, czyli uzależnienie od jedzenia, to nie tylko problemy z samym objadaniem się, ale i nałogowym i natrętnym myśleniu o jedzeniu.



Zaburzenia odżywiania specyficzne
Anoreksja (jadłowstręt psychiczny) to zaburzenie odżywiania polegające na znacznej utracie wagi ciała i najczęściej dotyczy osób młodych (14 – 20 rok życia). Nieleczona anoreksja może prowadzić do śmierci. Przede wszystkim atakuje psychikę człowieka. Najczęściej zaczyna się od odchudzania lub od chęci fizycznego upodobnienia się do jakiejś znanej postaci. Odchudzanie jest często wynikiem presji środowiska – szkoły baletowe, aktorskie, łyżwiarskie, gimnastyczne.

Anorektyk najczęściej ukrywa jedzenie, wyrzuca je niepostrzeżenie i udaje, że zjada posiłki. Dlatego wykrycie tej choroby w rodzinie jest trudne. Anorektyk starannie dobiera produkty do przyrządzania potraw, muszą być niskokaloryczne, odtłuszczone i lekkostrawne. Oprócz ilościowego i jakościowego ograniczania posiłków, aby szybciej stracić na wadze intensywnie wykonuje wyczerpujące ćwiczenia fizyczne, częściej dłużej niż godzinę dziennie.

Dlaczego anorektyk ciągle się odchudza? Ponieważ widzi siebie jakby w krzywym zwierciadle, mimo znacznej niedowagi ciągle uważa siebie za osobę grubą. Granice idealnej wagi wciąż przesuwają się w dół. Ważne są tu emocje – gdy anorektyk dostrzega choćby minimalną utratę wagi, doznaje pozytywnych emocji, rośnie euforia, poprawia się jej samopoczucie. Z drugiej strony choćby minimalny wzrost wagi jest przyczyną silnej frustracji i niezadowolenia.

Skutki anoreksji to: radykalna utrata wagi (masy mięśniowej i tkanki tłuszczowej), zaburzenia funkcjonowania układów i narządów wewnętrznych (szczególnie układu trawiennego), zmiany dermatologiczne - suchość i brak elastyczności skóry, wypadanie włosów, pojawienie się charakterystycznego meszku na twarzy i ciele, zmiany nastroju (lęk, niepokój i depresja), zaburzony obraz własnego ciała oraz pogorszenie relacji z bliskimi i funkcjonowania w różnych rolach społecznych.

Bulimia to zaburzenie odżywiania o podłożu psychicznym. Występują w niej niekontrolowane napady objadania się, po których występują zachowania mające na celu pozbywanie się jedzenia z organizmu, takie jak prowokowanie wymiotów, przyjmowanie środków przeczyszczających, głodówki, wykonywanie lewatyw, nadmierne ćwiczenia gimnastyczne.

Bulimicy z jednej strony odczuwają przymus jedzenia (potrafią spożyć kilkanaście tysięcy kcal dziennie), a z drugiej strony po objadaniu się czują wstręt do siebie i własnego ciała. Dlatego mają silną potrzebę wydalania zjedzonego pokarmu. Bulimik pomimo świadomości własnej choroby nie jest w stanie powstrzymać się od napadów żarłoczności i zupełnie traci kontrolę nad ilością spożywanego pokarmu.

Skutki bulimii to: nadżerki ściany gardła, przełyku i żołądka, choroby dziąseł, ubytek szkliwa zębów; przewlekłe zapalenie trzustki. Nasilona w ciągu dnia częstotliwość wymiotów i odwrócona perystaltyka układu pokarmowego może prowadzić do samoczynnego zwracania jedzenia i niemożności zatrzymania go w żołądku. Biegunki, bóle brzucha, rozdęcia, zatwardzenia, porażenna niedrożność jelit. Dalej - zaburzenia układu sercowo-naczyniowego, np. zaburzenie rytmu serca. Wzmożone pragnienie, częste oddawanie moczu, zaburzenia miesiączkowania. Poczucie osamotnienia i izolacji, niska samoocena, poczucie bezradności i braku kontroli nad własnym zachowanie. Zmienność nastroju – od euforii do głębokiego przygnębienia; problemy w pełnieniu ról społecznych.

Zaburzenia odżywiania niespecyficzne
Jedzenioholizm czyli kompulsywne (nałogowe) objadanie się - to zaburzenie podobne do bulimii pod względem napadów objadania się, z tą różnicą, że nie towarzyszy jej "przeczyszczanie" organizmu. Podczas napadów jedzenioholik traci kontrolę nad jakością i ilością spożywanego pokarmu. Jedzenie nie ma na celu zaspokojenie głodu, ale staje się ono środkiem do rozładowania wewnętrznego napięcia nerwowego. Dopiero ból żołądka, spowodowany jego przepełnieniem, prowadzi do przerwania napadu żarłoczności.

Jedzenioholicy spożywają posiłki bardzo często, np. co dwie godziny, mają o wiele szybsze tempo jedzenia, często spożywają posiłki bez odczucia głodu.

Skutki nadwagi i otyłości związane z jedzenioholizmem: schorzenia kręgosłupa i stawów, deformacje kończyn, które nie są w stanie znieść nadmiernego obciążenia (płaskostopie, szpotawość, koślawość kolan). Przewlekłe choroby układu sercowo-naczyniowego – niewydolność krążenia, nadciśnienie, miażdżyca naczyń wieńcowych, żylaki. Zaburzenia metaboliczne i hormonalne, np. cukrzyca typu II, zaburzenia miesiączkowania. Zapalenie trzustki, wątroby, kamica żółciowa i inne poważne choroby somatyczne. Niskie poczucie własnej wartości wynikające z negatywnego obrazu siebie i nieradzenia sobie z konsekwentnym stosowaniem diety, a także na skutek negatywnych reakcji otoczenia. Poczucie osamotnienia i bezradności, trudności w znalezieniu partnera życiowego i pełnieniu ról społecznych.

Ortoreksja to zaburzenie polegające na obsesyjnym przestrzeganiu zasad zdrowego odżywiania się. Ortorektycy jedzą tylko produkty ekologiczne, nie pozwalając sobie na żadne ustępstwa w tej kwestii. Choroba zaczyna się niewinnie, np. od dbałości o zdrowie. Nasila się, gdy ortorektycy nie potrafią już myśleć o niczym innym, jak tylko o skomponowaniu idealnie zdrowego jadłospisu. Często narzucają sobie drastyczną dietę, prowadzącą do powolnego wyniszczania własnego organizmu.

Zespół jedzenia nocnego polega na nadmiernym nocnym łaknieniu. Osoby z tym schorzeniem spożywają ponad połowę dziennej racji żywności po godz. 19.00. Budzą się często z nieodpartym pragnieniem jedzenia. Może to prowadzić do bezsenności.

Wilczy apetyt na słodycze to zaburzenie polegające na niepohamowanym łaknieniu słodyczy. Najczęściej dotyka osób niespokojnych. Dostarczenie organizmowi cukru powoduje, że osoby te się uspokajają i znika napięcie emocjonalne. Zaburzenie często pojawia się jesienią, gdy występuje obniżenie nastroju. Większe zapotrzebowanie na cukier może być wywołane stresem. Dzięki słodyczom w organizmie wydzielają się endorfiny (hormony szczęścia), które wpływają na doraźne polepszenie się nastroju.


TEST Czy jesteś jedzenioholikiem?

1. Czy często jesz, kiedy nie jesteś głodny(a) lub nie jesz mimo głodu?
2. Czy Twoja waga Cię niepokoi, jest zdecydowanie zbyt niska lub zbyt wysoka?
3. Czy zdarza Ci się w obecności innych osób jeść umiarkowanie, a potem w samotności "dopychać się"?
4. Czy Twój sposób jedzenia wpływa niszcząco na Twoje zdrowie?
5. Czy "zajadasz" stres i intensywne emocje?
6. Czy ktoś z Twojego otoczenia martwi się Twoim sposobem jedzenia?
7. Czy miewasz napady obżarstwa, kiedy nie kontrolujesz tego, ile zjadasz?
8. Czy kiedykolwiek próbowałe(a)ś kontrolować swoją wagę, uciekając się do środków przeczyszczających, tabletek odchudzających czy innych środków nie przepisanych przez lekarza?
9. Czy często próbowałe(a)ś kontrolować swoją wagę przez bardzo intensywne ćwiczenia fizyczne?
10. Czy często zdarzało Ci się po zjedzeniu pierwszego kęsa nie móc się powstrzymać od dalszego jedzenia, aż do "opchania się"?
11. Czy podejmujesz próby kontrolowania wagi przez intensywne głodówki i drastyczne diety?
12. Czy odczuwasz potrzebę nieustannego myślenia o swoim wyglądzie, wadze i jedzeniu?
13. Czy zdarzyło Ci się stracić kilogramy pod wpływem jakiejś diety, by następnie objadać się w niekontrolowany sposób?
14. Czy zdarzyło Ci się prowokować wymioty, aby usunąć to, co zjadłe(a)ś?
15. Czy ktoś Ci kiedykolwiek mówił, że powinieneś/powinnaś porozmawiać z lekarzem lub terapeutą o Twoim sposobie jedzenia?

Jeśli na pięć lub więcej pytań odpowiedziałe(a)ś "tak", koniecznie skontaktuj się ze specjalistą (lekarzem, psychologiem lub terapeutą), ponieważ możesz mieć poważne problemy z jedzeniem. W przypadku łącznego występowania uzależnienia od substancji psychoaktywnych (alkohol, tytoń, leki, narkotyki) i zaburzeń jedzenia terapia powinna być prowadzona w sposób kompleksowy, czyli uwzględniający oba typy zaburzeń. Niektóre ośrodki leczenia uzależnień w Polsce posiadają już odrębne programy terapeutyczne dla osób uzależnionych od jedzenia. Prowadzą one nie tylko terapię indywidualną, ale pojawiają się też propozycje terapii grupowej.

Jedzenioholizm można z powodzeniem wyleczyć!


Do opracowania artykułu posłużyłem się broszurą "Gdy jedzenie staje się problemem. Czy jestem uzależniony?" autora Krzysztofa Gąsiora, wydaną przez Krajowe Biuro ds. Przeciwdziałania Narkomanii, Warszawa 2013

czwartek, 13 listopada 2014

OTYŁOŚĆ. PRZYCZYNY I ZAPOBIEGANIE

Jak wiadomo, nasz wygląd zewnętrzny ma wpływ na to, jak się czujemy, na naszą kondycję psychiczną. Osoby z otyłością częściej ulegają depresji. Nadmiar kilogramów łączy się ze stresem. Otyłość (gdy BMI wynosi 30 i więcej) jest jedną z najczęstszych chorób cywilizacyjnych, a także przyczyną innych, znacznie groźniejszych chorób, takich jak obturacyjny bezdech senny, cukrzyca typu 2, nadciśnienie tętnicze, miażdżyca, zapalenie kości i stawów.

Najpowszechniejszą przyczyną otyłości jest przejadanie się, a więc zjadanie nadmiaru pokarmu w stosunku do potrzeb organizmu. Nie musi to być zjadanie ogromnych ilości jedzenia. Często dochodzi do nieporozumienia w tej kwestii. Tęga osoba u lekarza przeważnie mówi – Panie doktorze, ja jem bardzo mało, wcale nie zjadam śniadań ani zup, a mimo to tyję. Oczywiście osoba ta nie zdaje sobie sprawy, że właśnie brak śniadań jest przyczyną zjadania obfitych kolacji  oraz  podjadania w ciągu dnia. Przejadanie się słodyczami jest w naszym kraju najczęstszą przyczyną otyłości. Na drugim miejscu trzeba wymienić potrawy mączne, których zjadamy zdecydowanie za dużo.

Fabryczna obróbka potraw oraz produkowanie potraw chemicznie czystych (np. cukier) pozbawiło je wszelkich włókien, łupin, pestek, skórek, otrąb itp. Przetworzony w ten sposób pokarm zawiera duże ilości energii (kalorii) w małej stosunkowo objętości. Przeciętna porcja pokarmu dostarcza dużych ilości kalorii wskutek dużego ich stężenia w oczyszczonym pożywieniu. Na przykład kostki czekolady mają dużą gęstość kaloryczną. Zaledwie 8 małych kostek to aż 200 kcal i bardzo niewiele pokarmu, by wypełnić żołądek. Stąd częsta skarga osób otyłych, że jedzą mało a mimo to tyją. Oczywiście to "mało" oznacza małą objętość, a nie małą kaloryczność.

Obróbka pokarmu wpływa na ilość spożytych kalorii w różnoraki sposób. Po pierwsze, pokarmy nie przygotowane wymagają dłuższego gryzienia i dokładniejszego żucia. Jest to dla jedzącego męczące, a ponadto długo trwa, w tym czasie pokarm dokładnie nasiąka śliną, a jednocześnie w żołądku wydziela się duża ilość soku trawiennego, co łącznie ze śliną zwiększa jeszcze bardziej objętość pokarmu. Po drugie, wypełnienie żołądka dużą ilością pęczniejącego po nawilżeniu pokarmu wywołuje u jedzącego uczucie nasycenia i skłania go do zakończenia posiłku.
Odwrotna sytuacja jest z pokarmami oczyszczonymi. Na przykład białe bułki czy ciasta nie wymagają prawie wcale gryzienia, po zwilżeniu zmniejszają swoją objętość, wywołując znacznie później uczucie nasycenia.

Inną powszechną przyczyną jest zmniejszenie aktywności fizycznej, zwłaszcza w warunkach życia miejskiego. Łącznie można to nazwać hiperfagią (przejadanie się) i hipokinezją (niedobór ruchu). Oczywiście sumą hiperfagii i hipokinezji jest otyłość. Inne przyczyny otyłości są  znacznie rzadsze (schorzenia hormonalne, choroby przemiany materii) i bardziej skomplikowane, zatem  je pominę.

Jak wiadomo, różne pokarmy maja różną wartość kaloryczną. Najbardziej kaloryczne są tłuszcze (ok. 9 kcal/g), znacznie mniej węglowodany i białka (ok. 4 kcal/g.) Jednak niezależnie od wartości kalorycznej, różne pokarmy mają różną "siłę tuczącą", tzn. mniej lub bardziej pobudzają tworzenie i odkładanie tłuszczu. Najbardziej tuczą węglowodany proste, czyli jedno- i dwucukry (cukier, glukoza, miód, czekolada, czekoladki, cukierki, kremy, torty, ciasta, konfitury, lody, słodkie dżemy i marmolady, budynie). Nieco mniej tuczące są pokarmy mączne (pieczywo, ziemniaki, kluski, kasze, ryż, ciasta). Najmniejszą "siłę tuczącą" mają chude pokarmy białkowe (chude mięsa, ryby, chudy drób, białe sery, twarogi, jogurty niskotłuszczowe, białka jaja kurzego) oraz owoce (jabłka, grejpfruty, brzoskwinie, truskawki, ananasy). Listę zamykają warzywa (papryka, pomidory, ogórki, kalafior, cukinia), których ilość spożywania można w zasadzie nie ograniczać. Jadanie częste, 4 – 5 razy dziennie, jest korzystniejsze z punktu widzenia otyłości, niż jadanie tych samych ilości pokarmów 1 – 2 razy dziennie. Dzieje się tak dlatego, iż przy rzadko spożywanych posiłkach organizm człowieka nastawia się na "odkładanie kalorii na zapas", a to sprzyja otyłości.

Wielkim błędem jest niejadanie śniadań. To najważniejszy posiłek dnia, pomijanie go powoduje wieczorne napady głodu (wieczorne obżarstwo). Wielu ludzi popełnia błąd, jedząc za mało na pierwszy posiłek dnia, czasem w mylnym przekonaniu, że większe ograniczenie kalorii pozwoli im  stracić na wadze. Zemści się to na nich jednak później, gdy głód i apetyt sięgną zenitu, powodując, że te osoby będą jeść ciastka i inne pyszności jedno za drugim.

LECZENIE OTYŁOŚCI

W przypadku otyłości znacznego stopnia wskazane jest przed rozpoczęciem odchudzania zgłoszenie się do lekarza, który może ewentualnie stwierdzić inne tło nadwagi niż przekarmianie.
Niewskazane jest stosowanie głodówek, ani też drastycznych diet odchudzających (np. Dieta Kopenhaska, Dieta dr Pierre Dukana). Dlaczego głodówka i ostre diety odchudzające są szkodliwe dla zdrowia? Ponieważ tłuszcze, których pozbywamy się w trakcie odchudzania, nie ulatniają się w powietrzu ani nie znikają cudownym sposobem, ale zostają upłynnione do krwi. Z krwi są wychwytywane przez różne narządy, z tego jedna trzecia przez wątrobę. Ilość tłuszczu, który trafia do wątroby, łatwo obliczyć. Jeśli ktoś schudł 10 kg, to z tego 3 kg tłuszczu wpłynęło do wątroby. Dla wątroby ważącej około 1,5 kg zużytkowanie takiej ilości tłuszczu jest poważnym obciążeniem. Obarcza to wątrobę metabolicznie i grozi jej stłuszczeniem. Stłuszczenie wątroby rozwija się wówczas, gdy wątroba otrzymuje z tkanki tłuszczowej więcej tłuszczu, niż może go spalić.  Dlatego powinno się odchudzać w sposób spokojny i równomierny, a zarazem dostarczać wątrobie tych produktów pokarmowych, które są konieczne do spalenia i przerobienia tłuszczu. Prawidłowa dieta powinna zawierać białka zwierzęce, nabiał, warzywa, oleje roślinne i witaminy.

Wartość kaloryczna diety odchudzającej powinna się mieścić w granicach 1200 – 1600 kcal/dobę i zawierać:
Białka: 80 – 120 g/dobę (chude mięso, ryby, chudy drób, chude przetwory mleczne, jaja).
Węglowodany: 100 g/dobę (pieczywo razowe, chrupkie, ziemniaki, ryż, płatki owsiane).
Jarzyny i owoce: w zasadzie wszelkie poza słodkimi, surowe i gotowane, w całości i rozdrobnione.
Około dwóch litrów płynów (woda mineralna, herbata, 2 filiżanki kawy, ewentualnie niewielka ilość napojów light), oprócz soków owocowych, które są wysokokaloryczne.
Prawidłowe postępowanie dietetyczne jest podstawą leczenia otyłości. Nie ma żadnych cudownych leków, które odchudziłyby w sposób automatyczny, raczej mogą one poważnie zaszkodzić na zdrowiu. Leczenie operacyjne rezerwowane jest dla przypadków skrajnej otyłości, gdy BMI wynosi 40 i więcej. W przypadku typowej, masowej otyłości z przekarmiania, wystarczy zmiana sposobu odżywiania (zmiana nawyków żywieniowych) oraz więcej ruchu na co dzień.

Jednak często jest ponad nasze możliwości, ażeby samą siłą woli zmusić się, by jeść mniej, gdy organizm domaga się, by jeść więcej. Ponieważ tradycyjna metoda "mniej jedzenia, więcej ruchu" z podliczaniem kalorii spożywanych produktów nie bywa skuteczna, dietetycy (np. Dr Louis J. Aronne w książce "Po prostu schudnij") opracowali metody polegające nie na ograniczaniu porcji zjadanych posiłków, ale na eliminowaniu z jadłospisu pokarmów tuczących, o wysokim ładunku glikemicznym. Produkty o wysokim ładunku glikemicznym po pierwsze są tuczące, po drugie znacznie pobudzają apetyt. Produkty o niskim ładunku glikemicznym mają mało skrobi i cukru i są sycące. Większość roślin strączkowych i warzyw, pieczywo z pełnego przemiału (zawierające błonnik), chude białko zwierzęce mają niski ładunek glikemiczny. Dieta ""Po prosu schudnij" L.J.Aronne'a  zasadniczo nie opiera się na wskazaniu "mniej jedzenia, więcej ruchu", ale postuluje zmianę nawyków żywieniowych oraz podaje wskazówki, jak postępować żeby utrzymać stałą wagę, bez efektu "jojo", czyli ponownego przybrania na wadze.

W otyłości wystarczy zrzucić około 15 procent początkowej wagi, by znacząco poprawić stan swojego zdrowia. Pociąga to za sobą również znaczącą poprawę samopoczucia.



środa, 7 listopada 2012

Czy szczęście jest celem samym w sobie?


O tym, czym jest szczęście, pisze  Brian Tracy w wydanej rok temu w Polsce książce pt. „Nie tłumacz się, DZIAŁAJ!”. Brian Tracy odkrył, że szczęście składa się z pięciu składników. Niepowodzenie w którejś z tych sfer może spowodować stres, zmartwienia itp.

I. ZDROWIE I ENERGIA. Prawdopodobnie są to najważniejsze elementy dobrego życia. Tylko wtedy, kiedy cieszymy się dobrym zdrowiem i nic nas nie boli oraz czujemy stały przypływ energii, jesteśmy w pełni szczęśliwi. Zdrowie jest  „potrzebą podstawową”, to znaczy niezbyt się nim przejmujemy, dopóki go nie stracimy. Nie zastanawiamy się nad kondycją swojego ciała, dopóki nam się nie zaczną dawać we znaki różne bóle i dolegliwości. Z tego powodu każdy z nas powinien dbać o to, by utrzymywać doskonały poziom zdrowia i sprawności.

II. SZCZĘŚLIWE ZWIĄZKI. Co najmniej 85 procent naszego szczęścia – lub jego braku – zależy od jakości relacji z innymi ludźmi, pisze Brian Tracy. Jako ludzie jesteśmy tak skonstruowani, żeby dobrze funkcjonować w społeczeństwie, żeby pracować i egzystować z innymi osobami na każdym etapie naszego życia. Zdolność  nawiązania i utrzymania wartościowych relacji z małżonkiem, dziećmi, przyjaciółmi i współpracownikami oraz innymi ludźmi jest miarą naszej osobowości i zdrowia psychicznego. Nie można uważać relacji międzyludzkich, zwłaszcza tych najważniejszych, za coś oczywistego. Często zaczynamy o nich myśleć dopiero, kiedy pojawia się jakiś problem z relacjami, i wtedy zaczynamy myśleć już tylko o tym jednym.

III. SENSOWNA PRACA. Żeby być prawdziwie szczęśliwym, należy wykonywać pracę, którą się lubi, w której jest się dobrym i za którą również otrzymuje się godziwe wynagrodzenie. Ludzie są szczęśliwi wtedy, gdy mają poczucie, że ich praca ma jakiś sens. Człowiek musi mieć poczucie, że to, czym się zajmuje, faktycznie robi różnicę w życiu i pracy innych osób. Pracodawcy myślą, że ludzi do pracy motywują głównie pieniądze i inne korzyści materialne. Jednak kiedy w badaniach nad źródłem motywacji zapytano o to pracowników, wymienili oni głównie takie trzy czynniki, jak: ambitna i ciekawa praca; możliwość rozwoju i doskonalenia zawodowego; sympatyczni współpracownicy.

IV. NIEZALEŻNOŚĆ FINANSOWA. Największe lęki, jakich doświadczamy, dotyczą według B. Tracy, przegranej, porażki i biedy. Boimy się, że wpadniemy w nędzę i nie mając środków do życia uzależnimy się od innych. Z tego powodu przez całe życie winniśmy dążyć do niezależności i wolności finansowej. Szczęśliwi są ci z ludzi, którzy nie muszą się już martwić ciągłym niedostatkiem pieniędzy.

V. SAMOREALIZACJA. Chodzi tutaj o przekonanie, że osiągamy wszystko, co możemy. Dzieje się tak, kiedy czujemy, że wykorzystujemy coraz więcej swojego potencjału.

Jako podsumowanie koniecznie trzeba podkreślić: Szczęście nie jest celem, do którego można dążyć i który można osiągnąć. Szczęście jest PRODUKTEM UBOCZNYM, który przypada Ci w udziale, gdy zaangażujesz się w coś, co sprawi Ci prawdziwą przyjemność. Szczęście więc nie jest celem samym w sobie, ale występuje przy okazji podjętego przez Ciebie wysiłku i pracy.



niedziela, 9 września 2012

Trudne początki nauki



Pochodząca z dalekiego Burundi w Afryce Odetta Ndayizeye dziś opowie prawdziwą historię małego chłopca z wioski Gatara.

Przed rokiem w maju, idąc rano na mszę, zobaczyła skulonego z zimna i siedzącego na schodach kościoła chłopca. Wydawał się nie mieć więcej niż sześć lat. Jego poszarpane ubranie było mokre. Wchodzący ludzie zainteresowali się chłopcem, zadawano mu dużo pytań: „Skąd jesteś?", „Jak nazywa się twoja mama?", „Jaka jest nazwa wzgórza, na którym mieszkasz?"... Chłopiec nie odpowiadał na pytania, siedział ze spuszczonymi oczyma, z twarzą bez wyrazu i był smutny. Nie chciał też wejść do kościoła. Zrobiło mi się żal tego chłopca, gdyż cierpiał zimno, o tak wczesnej porze był z dala od rodziny i był smutny, a przecież nasze afrykańskie dzieci są wesołe, ich oczy błyszczą słońcem. Po Mszy poszłam pospiesznie tam, gdzie siedział mój mały przyjaciel. Także inni ludzie okrążyli go, zadając wiele pytań.

Siostra Karma zaproponowała, aby zaprosić go do naszej misji. Zgodził się bez słowa. Usiadłszy w słońcu, by się ogrzać, przyglądał się nam uważnie, z apetytem zjadł śniadanie (owoc awokado z chlebem), jego buzia zaczęła nabierać śladów dziecięcej radości. Rozpoczęłyśmy rozmowę z naszym gościem, okazało się, że ma na imię Patryk. Na nasze pytania odpowiadał rezolutnie. Znał dokładnie imiona rodziców, nazwę swojego wzgórza. Mieszka niedaleko, ok. 30 minut drogi. Rozmawialiśmy w naszym języku kirundi. Dowiedziałyśmy się, że do szkoły nie chodzi, ponieważ rodziców nie stać na opłaty, gdyż ma dziesięcioro rodzeństwa. Wyliczył nawet ich imiona, ale jak się później okazało, nie jest to prawdą. Jest ich w domu troje. Nasz mały przyjaciel chciał nas zaszokować swoją sytuacją życiową. Zgodnie z prawdą jego życie nie jest wesołe. Tato okazał się człowiekiem nieodpowiedzialnym, cały ciężar troski o rodzinę spoczął na mamie, a Patryk jako najstarszy syn powinien mamie pomóc.

Gdy doszliśmy do przyczyny jego obecności o tak wczesnej porze na schodach kościoła, okazało się, że od kilku dni nie mieszka w domu, sypia w przybudówkach, spożywa to, co uzbiera, a ubranie ma mokre dlatego, że pomieszczenia te są źle pokryte, a przecież mamy porę deszczową.

„Patryk, dlaczego uciekłeś z domu?" - zapytałam. Moje pytanie zawstydziło go trochę. - „No bo... no bo nie chcieli mi dać jeść" - odparł. „Mama nie chciała ci dać jeść?"- zapytałam. „Ale dlaczego?". - No bo wiesz, mama wysłała mnie po wodę do źródła, a ja cały dzień bawiłem się z kolegami i jak wróciłem wieczorem, to mama mi powiedziała, że ci, co nie pracują, nie mogą jeść razem z innymi, którzy pracowali". -,,Czy mama miała rację? Powiedz nam". Patryk zwiesił głowę i przyznał się, że często jest nieposłuszny i uparty. - „Dlaczego nie chodzisz do szkoły?". - „No, wiesz, zaczynałem trzy razy pierwszą klasę, ale nigdy nie skończyłem. Zawsze się spóźniałem i wolałem bawić się z kolegami, którzy pilnują kóz, a nieraz biegłem do głównej drogi i popychałem rowery z towarem, i nawet coś zarobiłem".

Nasza rozmowa nabierała kolorów, chłopiec teraz był szczery w swych wypowiedziach aż do bólu, jak mówią Polacy. - „Czy ty chcesz się uczyć?" - kontynuowałam. „Możemy ci pomóc. Patrz, przy naszej misji, tu w Gatara jest bardzo dużo sierot, którym siostry pomagają i te dzieci się uczą". - „Dobrze, ale po wakacjach, bo teraz już straciłem rok".

W tym dniu Patryk otrzymał od siostry nowe ubranie, swoje stare co prawda wyprał, ale nie nadawało się ono jednak do użytku, trzeba było je spalić. Jego mama odwiedziła nas, dziękując, że odesłałyśmy chłopca do domu. Wszystko, co powiedział, było bolesną prawdą. Jest chłopcem trudnym. Mama prosiła ze smutkiem: - „Jeśli możecie, to mu pomóżcie".

Po uzgodnieniu z mamą, Patryk przychodził do naszej misji, by nam pomagać w ogrodzie. Przychodził w swoim nowym ubraniu. Był dumny, że jest z siostrami. Pewnego dnia otrzymał polowe łóżko, innym razem koc i co piątek zanosił do domu żywność dla swego młodszego rodzeństwa. Tak mijały tygodnie wakacji, pracowite dla Patryka. Nauczył się nawet różnych modlitw. Nie jest jeszcze ochrzczony (większość dzieci otrzymuje w Burundi sakrament chrztu w czwartej klasie). Ostatnie tygodnie wakacji spędził w domu. Nieraz można go było spotkać w poszarpanym ubraniu, z workiem na plecach, sprzedającego trzcinę cukrową.

Początek kolejnego roku szkolnego jest już blisko. Patryk otrzymał całą wyprawkę, został zapisany do pierwszej klasy w szkole, która znajduje się blisko naszej misji, rozpromieniony po raz czwarty rozpoczął naukę. W pierwszych dniach przychodził, by nam powiedzieć: „Dzień dobry! „.
To, co się dobrze zaczęło i tym razem nie doszło do skutku. Nagły wyjazd siostry Karmy oraz innych sióstr na praktykę apostolską do innych placówek misyjnych, zniechęcił chłopca. Także brak zainteresowania ze strony innych i problemy w domu nie motywowały go. Już po pierwszym trymestrze przerwał naukę. Po naszym powrocie do Gatara odnalazłyśmy Patryka, który był jak zawsze w dobrym humorze. Nadal jest szczery i... znów o rok opóźniony w rozpoczęciu nauki. Przychodzi rano, by na naszej misji kosić trawę i znowu obiecuje, że po wakacjach rozpocznie po raz kolejny pierwszą klasę.

Niestety, takich chłopców jak on jest wielu. Ci, którzy zasmakowali niezależności i samowoli, gubią się w świecie dorosłych, wykorzystywani i niszczeni przez innych nie mogą wzrastać z rówieśnikami i stawać się wspaniałymi ludźmi.

Odetta Ndayizeye pisze, iż postara się zrobić wszystko, by Patryk mógł rozpocząć naukę i ją kontynuować.



Jak można się przekonać, problemy wychowawcze wszędzie są podobne, zarówno w Polsce jak i w odległym Burundi. Ważne, by ich rozwiązania podejmowały się osoby posiadające zarówno odpowiednio kwalifikacje jak i wrażliwe serce.

Opr. na podst.: Echo z Afryki i innych kontynentów, wrzesień 2012

sobota, 2 czerwca 2012

O angielskiej żonie pewnego wielkiego polskiego pisarza


Wiadomo, artyści mają skomplikowane charaktery i są trudni w bliższym pożyciu. Niewątpliwie do takich należał Józef Conrad, odważny żeglarz, gnany po świecie żądzą przygody, a zarazem znany pisarz. Autor wielu świetnych powieści, spośród których najbardziej znane to Lord Jim i Smuga Cienia.  Chcę się przyjrzeć żonie pisarza, Jessie Conrad. Kim była ta Angielka, osoba potrafiąca się dopasować do osobowości wielkiego pisarza?

Jessie George była młodą dziewczyną pochodzącą ze skromnej angielskiej rodziny. Podbiła serce Józefa Conrada swoim entuzjazmem do morza. Zwrócił na nią uwagę podczas wycieczek po Tamizie jachtem ze znajomymi. Conrad miał już prawie 40 lat, znużony żeglowaniem po licznych morzach i oceanach. Ponadto czuł się samotny w Londynie. To wszystko spowodowało, że szybko podjął decyzję małżeństwa.

„Pamiętam – wspomina Jessie w swoim pamiętniku opublikowanym w 1935 roku – spotkaliśmy się wtedy na dworcu Victoria. Ze sposobu, w jaki przywitał się ze mną, poznałam od razu, że opanowało go jakieś niezwykłe podniecenie. Przede wszystkim nie podobał mu się mój kapelusz, mój strój i cały mój wygląd. Dlaczego jestem ubrana tak bezbarwnie? Zaczęłam już żałować, że przyjęłam rano jego zaproszenie. Jak gdyby czytając w mych myślach, zaśmiał się krótko, wziął mnie mocno pod rękę i pociągnął na brzeg chodnika, a potem skinąwszy na przejeżdżającą dorożkę wsadził mnie pospiesznie do środka i wskoczył za mną. Gdy usiedliśmy, spojrzałam mu w twarz. Byłam zaskoczona malującym się na niej wyrazem posępnej determinacji.”

Następnie Jessie opisuje, co wydarzyło się w galerii malarstwa, dokąd podjechali: „Przeprowadził mnie przez wiele sal, nie pozostawiając ani chwili czasu, aby choć przelotnie rzucić okiem na obrazy. Nagle skierował mnie w stronę ławeczki, obejrzał się, czy nie ma w pobliżu nas nikogo i bez żadnego wstępu zaczął:
- Proszę, niech pani spojrzy na mnie, moja miła, czy nie lepiej byłoby, gdybyśmy się pobrali i zostawili to wszystko. Proszę spojrzeć tylko, co za pogoda, pobierzmy się zaraz i wyjedźmy do Francji. Jak szybko może pani być gotowa? Za tydzień, dwa?”


Po sześciu tygodniach Jessie George w marcu 1896 roku poślubiła starszego od niej o siedemnaście lat kapitana Józefa Conrada. Szczęśliwe małżeństwo Conradów trwało 28 lat, chociaż nie brakowało dni ciężkich dla obojga małżonków. Józef Conrad miewał nawroty malarii, jakiej się nabawił we wczesnej młodości podczas swoich podróży zamorskich, cierpiał też na ataki podagry (dny moczanowej).

Jessie była wtedy niczym anioł opiekuńczy, opiekujący się swoim rozkapryszonym i wymagającym mężem. Była wyrozumiała i cierpliwa. Jej postawa była tym godniejsza uznania, że sama nie była okazem zdrowia i tężyzny fizycznej. We wczesnej młodości uległa wypadkowi – została przejechana przez dorożkę i doznała złamania kości w kolanie. Później w czasie małżeństwa upadła na ulicy tak niefortunnie, że rana odnowiła się. Od tego wypadku Jessie co jakiś czas musiała się poddawać bolesnym operacjom, z których żadna nie przywróciła jej już władzy w uszkodzonym kolanie. Z tego powodu często musiała używać kul lub laski.

Wspólny przyjaciel Conradów, Józef Retinger, w swoich wspomnieniach charakteryzuje Jessie jako osobę promieniującą niezwykłym czarem i wdziękiem. „Nie była intelektualistką – pisze – lecz posiadała zrównoważoną postawę umysłu. Zachowanie jej było opanowane i nacechowane spokojem, a dobry humor nigdy jej nie opuszczał… Dla Conrada była ona żoną, matką i opiekunką, poza tym, że była jego sekretarką i pomocnicą w pracy. Pielęgnowała go z całym oddaniem w czasie częstych okresów choroby, której padał ofiarą. Traktowała go jak najdroższą sobie istotę, nieco dziwną, którą należało otoczyć opieką. Było to najwyższym szczęściem dla Conrada, ponieważ będąc człowiekiem o bardzo nerwowym temperamencie, skłonności do irytacji i bez zmysłu praktycznego, nigdy by nie zdołal stworzyć dzieła, które stworzył, gdyby nie pełna oddania współpraca jego żony.”


A tak charakteryzuje jej wygląd zewnętrzny goszcząca w mieszkaniu Conradów dziennikarka Jane Anderson:
”Przy niewielkiej otomanie stała kobieta, o której mi wszyscy opowiadali, gruba kobieta o prześlicznych szarych oczach i szybkim dobrotliwym uśmiechu. Podeszła nam z wolna na spotkanie, opierając się na lasce. Czarna suknia była niewątpliwie zagranicznego kroju i materiału; na każdej kiści miała po sześć złotych bransoletek (…). Nie wiem, co powiedziała, ale spojrzałam na nią, ona spojrzała na mnie – i od razu ją polubiłam. A nie jestem skłonna w jednej chwili kogoś od razu obdarzyć uczuciem.” Z oceny dziennikarki można wydobyć jeden niechybny walor wyglądu zewnętrznego pani Conradowej – piękne oczy i wdzięk. Zresztą wcześniej te same cechy podkreślał Retinger.

Conrad był niezaradny, niecierpliwy, potrafił być szorstki, ale jego żony nie wyprowadzało to z równowagi. Przeciwnie, te cechy męża raczej ją wzruszały, tym bardziej czuła się potrzebna. „W czasie naszego małżeństwa – pisze Jessie – nauczyłam się cenić ponad wszystko urok osobisty mego męża, podziwiać jego geniusz i być wyrozumiałą dla jego nerwowych przewrażliwień. Być może, gdybym nie była zdolna należycie zrozumieć tego cudzoziemca, nigdy nie moglibyśmy żyć wspólnie w tak idealnej harmonii.”

Ta angielska żona ułatwiła wielkiemu pisarzowi wrośnięcie w obcą ziemię, a swoją łagodnością i pogodnym usposobieniem potrafiła przytłumić i wyciszyć nawroty jego silnej tęsknoty za krajem i za morzem.



Conrad swoje żeglarskie przygody miał już dawno poza sobą, dlatego małżonkowie, poza dwiema krótkimi rozłąkami, na dwa tygodnie w roku 1916 i sześć tygodni w roku 1923, prawie nigdy się nie rozstawali. Jessie była dobrą, kochającą żoną i matką – mieli syna Borysa. Sam Conrad cenił Jessie bardzo wysoko i nawet po 27 latach małżeństwa w liście do żony pisał, iż w jego sercu mieszka na zawsze jej drogi obraz, pochłaniający wszystkie jego myśli i jego miłość.

Wielu z nas ma trudne charaktery; mówimy – takie są czasy. Szybkie życie, w którym musimy podejmować szybkie decyzje, przyczynia się do pogłębiania naszych stresów. Zgodnie z rozsądkiem nie pozostaje nam zatem nic innego, jak praca nad własnym charakterem a zarazem praca nad związkiem, w którym pozostajemy. Tylko w taki sposób uzyskamy maksymalną satysfakcję z wspólnego życia małżeńskiego.




piątek, 1 czerwca 2012

W DZIEŃ DZIECKA – O DZIECIACH GŁODUJĄCYCH

W Dniu Dziecka obdarzamy nasze pociechy prezentami, wyrażając tak naszą miłość względem nich. Niestety, są dzieci, które w tym dniu nie otrzymują niczego. Dosłownie – niczego, nie tylko żadnych upominków, ale często nawet skromnej porcji posiłku.

Chcę opisać dwie sytuacje głodujących dzieci, by uwrażliwić wszystkich na te skrajne przypadki niesprawiedliwości społecznej, których ofiarą padają najmłodsi. Głód w Afryce czy Ameryce Południowej jest niestety wciąż zjawiskiem powszechnym.

OCZY  EKWADORSKIEGO  DZIECKA

Pierwszy wypadek opisuje ks. Andrzej Betleja, który od 27 lat pracuje w Ekwadorze. Oto jego relacja:

Pewnego dnia podczas przerwy między lekcjami, a było już ok. godz. 15, podeszła do mnie dziewczynka o imieniu Luz i powiedziała, że jest głodna. Zapytałem, dlaczego mama wysłała ją do szkoły bez drugiego śniadania? (Byłem trochę zdziwiony, gdyż w Ekwadorze też jest zwyczaj, że dzieci, idąc do szkoły, zabierają ze sobą coś do zjedzenia, przynajmniej jakiś owoc. A w wielu szkołach – najczęściej misyjnych – dzieci otrzymują drugie śniadanie).

Odpowiedziała mi, że jak wstała, to mamy już nie było w domu, bo poszła do pracy o godz. 6.00. Wraz ze starszym bratem wyszli razem do szkoły bez posiłku.

Poprosiła mnie o jedzenie, używając słów, które pamiętam do dziś: "Ojcze, jestem głodna. Proszę dać mi jeść." Zabrałem ją do takiej rodziny, gdzie od czasu do czasu się stołowałem. Pamiętam, jak usiadła przy stoliczku, a pani podała jej trochę ryżu i dwa ugotowane jajka. Bardzo się ucieszyła, zjadła z apetytem, a ja już wiedziałem, że będzie to jedyny posiłek, jaki otrzyma tego dnia... W jej oczach widziałem dziecięcą radość, która udzieliła się gospodyni i nie ukrywam, że także i mnie.


NAJPIERW  UPENDO

O. Giuseppe Inverardi, misjonarz pracujący w Tanzanii, opowiada, iż przez pewien czas panowała taka ogromna susza, iż doświadczeni głodem zarówno dorośli, jak i dzieci, zmuszeni byli żywić się ziołami i korzonkami roślin, by przeżyć. W Heka, gdzie pracował, misjonarze zorganizowali pomoc w postaci kukurydzy, którą rozdawali osobom starszym i wielodzietnym rodzinom, ale była to przysłowiowa kropla w morzu.

Pewnego dnia – opowiada o. Giuseppe Inverardi – na katechezę przywiozłem dzieciom ciastka i zacząłem je rozdawać, żartując, że z pewnością nie wystarczy dla wszystkich. Podszedłem do pewnej dziewczynki i zachęcającym gestem wskazałem na ciasteczka, a ona odpowiedziała: – "Najpierw Upendo."
– "Dlaczego Upendo?" – zapytałem zdziwiony. – "Nie widzisz, jaka jest chuda? Jest biedniejsza ode mnie". – "Gdzie jest Upendo?".  Huruma wstała i zaprowadziła mnie do koleżanki. Wzięła swoją porcję ciastek, wręczyła Upendo, przytuliła ją i pobiegła z powrotem na swoje miejsce.

Kontynuowałem rozdawanie ciastek, a kiedy wróciłem do Hurumy, powiedziałem: – "Nie zostało już nic dla ciebie". – "Nieważne" – odrzekła. – Już zjadłam ciastka". – "Jak to? Kiedy je zjadłaś?" – "Upendo zjadła także za mnie" – odpowiedziała stanowczym głosem dziewczynka.

Udawałem przez chwilę, że szukam kolejnej paczki ciastek. Po chwili "znalazłem" i wręczyłem je dziewczynce.  Spojrzała na mnie wzrokiem tak przenikliwym, jakbym uczynił cud. Jej oczy były jak strzały, które przeszywają na wskroś i równocześnie jak dwa mieniące się diamenty. Wszystkie dzieci, które wcześniej hałasowały, teraz patrzyły na dziewczynkę w ciszy. Wzruszyłem się, a ona szeptem wypowiedziała: Asante sana! (Bardzo dziękuje!)

– "Jak masz na imię?" – zapytałem. – "Huruma". Huruma znaczy miłosierdzie. Dziewczynka nie wiedziała, że jej gest wyrażał znaczenie imienia, jakie nosiła. Okazała gest miłosierdzia wobec koleżanki, którą uważała za bardziej potrzebującą od siebie. Nie ofiarowała wychudzonej Upendo tylko ciastek, ale współczucie i miłość. Wypowiedziane przez nią asante sana jeszcze dziś rozbrzmiewa echem w moich uszach – zakończył swoją opowieść misjonarz.