środa, 25 marca 2020

Astronauta podpowiada, jak radzić sobie podczas izolacji


#zostanwdomu/czytajblogi

Przestrzeganie harmonogramu, prowadzenie dzienniczka, hobby oraz kontakt z bliskimi – na portalu dziennika „New York Times” astronauta Scott Kelly podzielił się swoimi radami, jak najlepiej zorganizować sobie czas podczas długiej izolacji w czasie epidemii koronawirusa.

Kelly to amerykański astronauta, który na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (ISS) spędził niemal rok. Znany jest z udziału w eksperymencie, w którym NASA badała wpływ długiego pobytu w przestrzeni kosmicznej na organizm, porównując Scotta do jego pozostającego na ziemi brata bliźniaka.

W swoim artykule w „NYT” Kelly podkreśla, jak ważne jest trzymanie się narzuconych ram czasowych. Na orbicie jego każda chwila była zagospodarowana. Zaznacza przy tym, że należy pamiętać również o wyznaczeniu sobie chwili na relaks, który w jego przypadku polegał na wieczorach filmowych z resztą załogi. Kluczowe są również regularne godziny snu.


Kelly wspomniał, że w kosmosie najbardziej brakowało mu wychodzenia na dwór i cieszenia się przyrodą. Z tęsknoty za planetą on i jego załoga zaczęli uprawiać kwiaty oraz słuchać nagrań śpiewu ptaków, szumu drzew, a nawet bzyczenia komarów.
Powołując się na badania udowadniające, że obcowanie z naturą - podobnie jak trening - pozytywnie wpływają na zdrowie fizyczne i psychiczne, zachęcił, by jakakolwiek forma ruchu była codziennością podczas kwarantanny. Zaapelował przy tym, by utrzymać co najmniej dwa metry odległości od innych.
Oprócz tego zalecił poświęcenie się hobby. Może to być majsterkowanie, granie na instrumencie lub lektura książki - bez ciągłego sprawdzania powiadomień.

Kelly polecił także prowadzenie dziennika. – Nawet jak nie napiszesz potem książki, spisywanie swoich dni ułatwi umieścić codzienne doświadczenia w perspektywie czasowej – twierdzi.

Astronauta wezwał, by wykorzystywać możliwości mediów społecznościowych i regularnie łączyć się ze swoimi bliskimi.

poniedziałek, 23 marca 2020

Jak sobie radzić w kwarantannie

Życie w kwarantannie może mieć negatywny wpływ na nasze zdrowie psychiczne. Może powodować stres, zagubienie a nawet wzrost agresji. Kwarantanna może być nieprzyjemnym doświadczeniem dla tego, kto ją przechodzi. Oderwanie od bliskich, ograniczenie wolności osobistej, niepewność co do stanu choroby, nuda mogą czasami powodować dramatyczne skutki.

Osoby poddane kwarantannie po bliskim kontakcie z podejrzanymi nosicielami zgłaszają uczucie strachu, zdenerwowania, smutku a nawet poczucia winy. Objawy te były o wiele wyższe u osób, które były pod kwarantanna dłużej niż dziesięć dni.

Życie w kwarantannie może mieć również długotrwałe negatywne skutki, takie jak skłonność do alkoholizmu i inne uzależnienia.

Inną sprawą jest wzrost agresji, objawiający się w przemocy domowej, slownej lub czynnej pomiędzy partnerami, przy czym stroną poszkodowaną w 97% są kobiety. Podczas kilkunastodniowych zakazów opuszczania domów w Chinach w celu walki z pandemią notowano wzrost agresji psychicznej i fizycznej mężów wobec żon a zarazem ojców wobec córek. Powodem agresji była obawa przed utratą pensji, ale przede wszystkim niemożność opuszczania domów.

JAK OGRANICZYĆ NEGATYWNY WPŁYW KWARANTANNY NA PSYCHIKĘ

Oprócz zapewnienia osobom objętym kwarantanna dostępu do podstawowych artykułów pierwszej potrzeby, takich jak żywność i lekarstwa, ludzie powinni posiadać dostęp do internetu, żeby mogli na bieżąco śledzić aktualne informacje, pozostawać w kontakcie z rodziną i przyjaciółmi oraz utrzymywać aktywność w mediach społecznościowych.

Należy również pamiętać o zachowaniu zdrowego stylu życia. Chodzi o to, żeby się dobrze wysypiac, dbać o zdrowe odżywianie, ćwiczyć oraz unikać niezdrowych nawyków, takich jak palenie papierosów, picie i hazard.

Zminimalizowania przemocy domowej w związku z zakazem wychodzenia z domu można by uzyskać, gdyby zamiast zakazu wychodzenia z mieszkania zachowany był większy dystans fizyczny między ludźmi, co już w pewnym sensie wprowadzają władze niemieckie.

środa, 26 lutego 2020

Zgubny wpływ stresu na twoje ciało i jak mu przeciwdziałać



Postaram się udzielić odpowiedzi na pytanie, jak pokonać fizyczne objawy stresu?

Przypadki stresu gwałtownie wzrastają, a współczesny tryb życia tylko zaostrza stan rzeczy. Sytuacja kobiet jest gorsza. Badania naukowe wykazują, iż kobiety są dwukrotnie bardziej podatne na cierpienia związane z silnym stresem i lękiem niż mężczyźni - jest to fenomen zmuszający do żonglowania pracą, dziećmi i rodziną, gdzie ciężar opieki zazwyczaj spada na kobietę.

Niewielka eksplozję depresji zna każdy i może ona być zbawienna, czyniąc nas lepiej przygotowanymi na późniejszy stres i sprawiając, że będziemy mogli aktywniej reagować na sytuacje stresogenne. Natomiast przedłużające się, negatywne doświadczenia sytuacji stresowych mogą powodować liczne problemy zdrowotne i ograniczenia fizyczne w późniejszym życiu. Jakie są te fizyczne symptomy i jak im zapobiegać?

Starzenie się mózgu

Wiadomo już, że w wyniku stresu mózg może się postarzeć o cztery lata. Osłabione w wyniku stresu pamięć i myślenie powodują częstsze występowanie stresu, a to może być przyczyną rozwoju demencji. Chroniczny stres jest również łączony z chorobą alzheimera. Wydłużona w czasie aktywność stresowa może, jak wykazały badania, powodować uszkodzenia mózgu.

Przeciwdziałanie

Jeżeli nie można przeciwdziałać stresującym sytuacjom, które oddziałują na dłużej, można podjąć działania zmniejszające efekty oddziaływania stresu na organizm. Leki antydepresyjne i aktywność fizyczna powinny być pomocne w poprawie działania hipocampa. To ważne, ponieważ hipocamp przeważnie kurczy się, kiedy jest wystawiony na przewlekłe oddziaływanie stresu, oraz dzieje się tak w chorobie alzheimera. Nawet gdyby to było ostatnią rzeczą, którą chciałbyś zrobić, staraj się być aktywnym podczas stresujących wydarzeń życiowych. Jeżeli przez cały czas musisz walczyć, by sobie poradzić, odwiedź lekarza rodzinnego, który przepisze ci lekarstwa, lub psychologa.

Rezygnacja z walki

Stres nie tylko osłabia zdrowie psychiczne, ale także może czynić cię bardziej podatnym na inne choroby. To może być cokolwiek, od przeziębienia do czegoś bardziej groźnego. Twoje szanse do zwalczenia jej są mniejsze, ponieważ stres obniża twój immunologiczny system obronny.

Przeciwdziałanie

Najlepszym kontratakiem jest pozostawać w tak dobrym stanie, jak to jest tylko możliwe. Zdrowe odżywianie, bycie aktywnym fizycznie, dostateczna długość czasu przeznaczonego na sen powinno pomóc wyregulować poziom hormonów i system odpornościowy. I jak istotne jest podjęcie wszystkich oczywistych kroków na drodze do zdrowego stylu życia, tak samo ważne jest wyrażenie uczucia miłości względem innych osób. Powinniśmy szukać wsparcia społecznego, wzmacniającego funkcję odpornościową; dobry poziom relacji społecznych może działać jak bufor przeciwstresowy.

Paraliż umysłu

Jeżeli czyjeś doświadczenie stresu przedłuża się, osoba może chcieć wyłączyć się z tego. Ale to jest niewłaściwe zachowanie. Jeśli przestaniesz udzielać stanowczej psychofizycznej odpowiedzi na stres, to to będzie awaria. Ty potrzebujesz, by twoje ciało było w stanie sprostać wyzwaniom a potem wyzdrowieć i wrócić do punktu wyjścia. Jest to niezbędne, ponieważ stres zmusza cię do reakcji na sytuacje i mobilizuje komórki odpornościowe. Jeżeli masz jakieś uszkodzenia, na przykład ranę, komórki odpornościowe poradzą sobie z tym. Ludzie którzy nie reagują na stres, mają podwyższone ryzyko popadnięcia w depresję, otyłość, osłabienie zdrowia i nabycie różnych uzależnień w wieku starszym.

Przeciwdziałanie

Jeżeli nie można przeciwdziałać aktualnej sytuacji stresogennej, to przydatną strategią będzie dać sobie więcej czasu na powrót do zdrowia. Problemem w chronicznie zestresowanym społeczeństwie jest to, że się przechodzi z jednego stresu do kolejnego i nigdy nie można zrobić sobie przerwy. To znaczy, że system nigdy tak naprawdę nie podreperowuje się, tylko resetuje się na wyższym poziomie. Ale jeżeli ty możesz uciec ze stresogennej sytuacji, to dajesz sobie psychiczną i fizyczną możliwość, żeby z powrotem wyzdrowieć i wrócić do punktu wyjścia.

Osiagniecie punktu wrzenia

Kiedy jest się wystawionym na ostrą sytuację stresogenna, zachodzi podniesione ryzyko wystąpienia ataku serca lub udaru mózgu. Krew krzepnie o wiele szybciej, a woda przepływa z naczyń krwionośnych do otaczającej tkanki, czyniąc krew bardziej lepką i zagęszczoną. Dzieje się tak dzięki hormonom stresowym, zmieniającym nabłonek lub wyścielenie naczyń krwionośnych. Te również zwężają się z powodu skurczenia się spowodowanego stresem. Zachodzi wtedy ryzyko powstania skrzepu krwi, który może utknąć gdziekolwiek, blokując naczynia krwionośne.

Przeciwdziałanie

Aczkolwiek taki efekt jest wyzwalany przez krótkoterminowe sytuacje stresogenne zachodzące w czasie, obniżenie poziomu tła stresu może uczynić cię mniej podatnym na te zagrożenia. Zdrowy styl życia oraz unikanie, gdzie tylko można, krótkoterminowych zdarzeń stresogennych, wyzwalających ryzyko ataku serca lub udaru mózgu, jest najlepszą obroną.

poniedziałek, 5 sierpnia 2019

Jak się leczą za granicą

Interesujący specjalista SEO i copywriter Szymon Owedyk w jednym ze swoich kursów online przypomina, że żeby zostać copywriterem, należy przez 30 dni po 10 minut pisać blog. Nie wiem, czy zostanę copywriterem, ale że blog należy pisać, to prawda.

Jak wiadomo, w Wielkiej Brytanii nie trzeba być zatrudnionym, żeby mieć ubezpieczenie zdrowotne w NHS. Po wojnie leczenie stało się bezpłatne. Podzielę się kilku spostrzeżeniami z tego poletka. Gdy jakiś Polak leczy się w Polsce u psychologa i bierze leki, to po przyjeździe do Anglii wystarczy, że ma proof adress i może zapisać się do przychodni zdrowia, czyli w skrócie GP. Po wstępnej wizycie u lekarza ogólnego, zostaje umówiony na spotkanie z pielęgniarką psychiatryczną w przychodni. Po, z zasady, kilkunastu dniach odbywa się wizyta, na której pielęgniarka robi wywiad z pacjentem, spisuje leki, jakie pobiera i w zależności, jaki jest stan pacjenta, umawia następną wizytę w krótszym lub odleglejszym terminie. Pielęgniarka informuje, że skontaktuje się z lekarzem psychiatrą z kliniki i przekaże mu istotne dane o pacjencie i lekach. I sama pielęgniarka wypisuje na miejscu receptę, którą można zrealizować w aptece. Lekarstwa nie są tanie, ale powyżej 60 roku życia są wydawane bezpłatnie, a także w wyniku występowania pewnych schorzeń, między innymi cukrzycy itp.



System darmowego leczenie ma taką wadę, że bardzo trudno uzyskać skierowanie na psychoterapię w ramach NHS. W stanie krytycznym chorzy psychicznie mogą się leczyć w klinikach, gdzie mają zapewnioną dobrą opiekę, lecz po poprawie stanu zdrowia psychicznego, kiedy chorzy opuszczą szpital, niemal nie mają szansy na kontynuację bezpłatnej psychoterapii w ośrodkach zdrowia publicznego. W prywatnym gabinecie sesja psychoterapii indywidualnej kosztuje naprawdę sporo i nie każdego na to stać.

Dlatego Polacy w Wielkiej Brytanii, którzy mają problemy ze zdrowiem psychicznym i nie stać ich na prywatne sesje terapeutyczne, coraz częściej korzystają z pomocy polskich psychologów online, ponieważ taka forma psychoterapii jest równie skuteczna, ale o wiele tańsza od stacjonarnej.

Dawno już minęło tych 10 minut i należy kończyć z pisaniem. Na dodatek więc tylko wspomnę jeszcze, że w Wielkiej Brytanii wiele czynności wykonują pielęgniarki zamiast lekarzy. I tak wizytę, którą w Polsce wykonuje lekarz specjalista diabetolog, tam przeprowadza odpowiednio wykwalifikowana pielęgniarka diabetolog. Zamiast lekarza okulisty, jak to ma miejsce w Polsce, tam niezbyt skomplikowane badania okulistyczne również wykonuje pielęgniarka, następnie wyniki są odsyłane do centrum badawczego, gdzie są analizowane pod względem wystąpienia zagrożenia dla pacjenta. Oszczędza się na kosztownym kształceniu akademickim tak wielkiej liczby specjalistów, których i tak brakuje, i na pensjach - pielęgniarce nie trzeba płacić tak wysokiej pensji, jak lekarzowi. Trochę inaczej, jak u nas.

wtorek, 6 czerwca 2017

O PRZEMOCY W ŚRODKACH MASOWEGO PRZEKAZU

Żyjemy w wieku środków masowego przekazu; można nawet powiedzieć, że żyjemy w wieku, który charakteryzują próby masowej perswazji. Kiedy włączamy telewizor, otwieramy Internet, książkę lub gazetę, ktoś stara się pouczyć nas, a nawet nakłonić, abyśmy kupowali właśnie jego produkt, głosowali właśnie na jego kandydata lub podpisali się pod jego poglądami na to, co słuszne, prawdziwe czy piękne.

Oddziaływanie za pomocą środków masowego przekazu nie musi być krzykliwe ani nachalne – przeciwnie, może być bardzo subtelne.Nawet wtedy, gdy nasi informatorzy nie starają się nam wmówić czegoś wprost, może im się udać wpłynąć na nasz sposób patrzenia na świat.

TENDENCYJNY DOBÓR MATERIAŁÓW PRZEKAZYWANYCH PUBLICZNOŚCI

Spójrzmy na coś, co rzekomo ma być obiektywne, np. wiadomości telewizyjne. Czy reporterzy starają się coś nam wmówić? Prawdopodobnie nie. Jednakże środki masowego przekazu mogą wywierać subtelny wpływ na nasze opinie, decydując po prostu, jakie wydarzenia należy ujawnić. Weźmy jako przykład dziennik telewizyjny: taki ekspert, jak dyrektor BBC, powiedział, że wiadomości telewizyjne są pewną formą widowiska. Zgodnie z tym poglądem, gdy osoby odpowiedzialne za ułożenie programu dziennika telewizyjnego decydują, które wydarzenia uwzględnić i który fragment materiału dokumentalnego zaprezentować telewidzom, to decyzje swą, przynajmniej w części, podejmują na podstawie widowiskowej wartości materiału. Odcinek filmu przedstawiający wielką metropolię zalaną falami powodzi ma znacznie większą wartość widowiskową niż odcinek poświęcony tamie, którą zbudowano, aby zapobiec takim powodziom: po prostu widok spokojnie płynącej rzeki nie jest nazbyt podniecający. A przecież zapobieżenie powodziom może być ważniejszą wiadomością.

Wydarzenia charakteryzujące się żywą akcją, np. mecze piłki nożnej, są w telewizji znacznie bardziej widowiskowe niż wydarzenia o spokojniejszym charakterze, takie jak rozgrywki szachowe; podobnie rozruchy, zamachy bombowe, trzęsienia ziemi, rzezie i inne akty przemocy zwykle zajmują więcej czasu na antenie niż historie o ludziach pomagających sobie wzajemnie, o ludziach starających się zapobiec przemocy. Tak więc głównym tematem dziennika telewizyjnego są zwykle gwałtowne zachowania jednostek – studentów, bojówkarzy, policjantów – ponieważ "akcja" sprawia, że oglądanie tych wydarzeń jest bardziej ekscytujące niż oglądanie ludzi zachowujących się spokojnie i w sposób zdyscyplinowany.

Taki układ wiadomości nie daje zrównoważonego obrazu tego, co wydarzyło się w kraju i na świecie – nie dlatego, że kierujący środkami masowego przekazu są ludźmi złymi, którzy starają się nami manipulować, lecz po prostu dlatego, że starają się nas rozerwać. Dążąc do tego celu, mogą nieświadomie wytwarzać w nas przekonanie, że większość ludzi stosuje przemoc i że zachowanie ludzkie jest obecnie inne niż było 25 lat temu. Wskutek tego moglibyśmy popaść w przygnębienie, czy nawet w depresję, martwiąc się o ducha naszych czasów lub o stan narodu. Ta forma oddziaływania jest prawdopodobnie niezamierzona, telewizja bowiem nie stara się wytworzyć złudzenia, że większość ludzi dopuszcza się aktów przemocy.

PRZEMOC RODZI PRZEMOC

Pokazywanie przemocy w telewizji stanowi potencjalne niebezpieczeństwo, gdyż służy jako model zachowania – szczególnie dla dzieci. Zjawisko to występuje nie tylko u dzieci przedszkolnych; w pewnym eksperymencie wykazano, że oglądanie filmów przedstawiających brutalne bójki nasiliło agresywne zachowanie wielu różnych kategorii badanych, takich jak: młodociani przestępcy, normalne dorosłe kobiety, personel szpitalny i uczniowie szkoły średniej.

Filmy rysunkowe, które tak lubią oglądać najmłodsze dzieci, również zawierają masę aktów przemocy. Stwierdzono, że dzieci, które oglądają w telewizji więcej programów przedstawiających agresję, są bardziej skłonne uciekać się do agresji jako sposobu rozwiązywania swoich problemów. W sumie istnieją dość przekonywające dowody na to, że oglądanie aktów przemocy w telewizji czy w Internecie (gry komputerowe) nasila agresywne zachowania u dzieci.

Do opracowania powyższego tekstu zainspirowała mnie lektura książki Elliota Aronsona "Człowiek – istota społeczna”.

poniedziałek, 23 stycznia 2017

PRZED PIERWSZĄ WIZYTĄ U PSYCHOLOGA

Przeważnie jest tak, ze od pewnego czasu znajdujemy się w sytuacji kryzysowej. Po prostu świat zaczyna się nam walić wokół nas i grunt umyka nam spod stóp. Stopniowo dochodzi do naszej postrzępionej świadomości, że wszystko już zaszło za daleko i sami nie jesteśmy w stanie sobie poradzić. Nasza psychika nie tylko odmawia nam posłuszeństwa, lecz wręcz zaczyna nam stwarzać coraz większe kłopoty.

Oznaki tego stanu mogą być różne, zarówno te dotyczące naszej psychiki, jak i naszego ciała. Myśli nasze są coraz bardziej rozbiegane i chaotyczne, mamy kłopoty ze snem, odczuwamy nieuzasadnione lęki. Możemy mieć okresowo biegunkę lub nudności, zawroty głowy, palpitacje serca... I te myśli, uciekające i kłębiące się myśli. W takiej sytuacji nie ma już co dłużej czekać, należy udać się po pomoc do psychologa lub psychiatry. Pozostaje pytanie, jakiego lekarza wybrać - na ubezpieczenie czy prywatnego? Jedna wizyta to koszt około 100 zł u lekarza z prywatną praktyką, lekarz na ubezpieczenie przyjmie nas bezpłatnie. Poza tym, że u jednego musimy zapłacić a drugi przyjmie nas za darmo, tak w zasadzie co do przebiegu samej wizyty nie będzie zasadniczej różnicy. Ważne jest, żeby nie odkładać wizyty aż do momentu, kiedy zaistnieje niebezpieczeństwo, że utracimy świadomość (i może przytomność) i będziemy musieli zostać zabrani przez pogotowie na oddział pogotowia. Starajmy się nie dopuścić do rozwoju choroby, ponieważ wiąże się to z dłuższym okresem powrotu do zdrowia.

Pierwsza wizyta zawsze łączy się z dodatkowym napięciem - przecież nie wiemy, jak zostaniemy potraktowani przez lekarza. Być może obiły nam się o uszy różne dziwne, nie do końca potwierdzone historie. Radzę nie dawać wiary takim pogłoskom i nie dopuścić, by obawy wzięły górę. Psycholog lub psychiatra, jak każdy lekarz, jest osobą predystynowaną do udzielenia nam pomocy. Ponadto jest specjalistą od psychiki i z pewnością zrozumie nasze problemy. Wszystko będzie OK.

Podczas pierwszej wizyty wysłucha nas uważnie a ponadto zapyta, między innymi, o nasze dzieciństwo, przebyte choroby, naukę szkolną, naszych rodziców. Nie musimy się martwić, jeżeli nie będziemy mogli sobie przypomnieć jakichś szczegółów. Lekarz będzie chciał poznać historię przebiegu dolegliwości, które nas trapią, i wreszcie - postawi wstępną diagnozę. A także - co dla nas najważniejsze, zarysuje przewidywany proces terapii. Może na następnej wizycie będzie potrzebne przeprowadzenie testów osbowościowych w celu lepszej diagnozy naszego stanu.

Ewentualne skierowanie nas na dłuższookresową psychoterapię indywidualną bądź grupową będzie zależeć od naszych predyspozycji osobowościowych. Część pacjentów uczestniczy w psychoterapii w celu szybszego powrotu do równowagi psychicznej. Oprócz psychoterapii stosowana jest, chyba jeszcze powszechniej, farmakoterapia - w takim wypadku odpowiednie lekarstwa przepisuje nam lekarz psychiatra. Kiedy dowiemy się, że nasze schorzenie musi być leczone lekami, nie popadajmy z tego powodu w panikę. Spokojnie, świat się nie wali. Z odpowiednio dobranymi lekami możemy kontynuować naukę lub wrócić do pracy, nadal dobrze funkcjonując w małżeństwie czy rodzinie.

Niezmiernie ważne jest to, by pozostawać na stałe w kontakcie ze swoim lekarzem prowadzącym i konsultować z nim tak dobraną dawkę leków, żeby móc być aktywnym w swoim dotychczasowym środowisku. Radzę absolutnie nie przerywać przyjmowania środków farmakologicznych w sytuacji, kiedy subiektywnie poczuję się lepiej. Samowolne odstawienie leków lub zmniejszenie ich dawki, bez porozumienia z lekarzem psychiatrą, może spowodować nawrót choroby, a tego każdy chciałby przecież uniknąć. Istnieje możliwość brania środków farmakologicznych w formie zastrzyków raz na pewien dłuższy okres czasu. To może być dobre rozwiązanie dla niektórych osób.

Nawet konieczność hospitalizacji w wyniku ostrzejszego kryzysu chorobowego nie przekreśla wcale szans na przyszłość. Obecnie środki farmakologiczne są na takim poziomie, że chory może wrócić do w miarę normalnego, aktywnego trybu życia.



PO WIZYCIE

Kiedy opuszczamy gabinet lekarski, jesteśmy w posiadaniu nowej wiedzy o nas samych. Często mamy poznanie zarysu przyczyn (etiologii) choroby, które doprowadziły do naszego obecnego stanu. Poznajemy również zalecenia i uczymy się je stosować w praktyce, jak nie dopuścić do pogorszenia stanu naszego zdrowia i jak osiągnąć jego poprawę.

Pamiętajmy też o dwóch rzeczach, po pierwsze, że wszelkie schorzenia natury psychicznej wymagają dłuższego okresu leczenia, i po drugie, że w procesie zdrowienia wiele też zależy od nas samych. Co przez to mam na myśli? Otóż chodzi o wyrobienie w sobie wewnętrznego nastawienia, żeby pozytywnie podchodzić do innych i do samego siebie. Trzeba podpatrzeć, co mi pomaga a co mi szkodzi i stosować się do tego.

Kiedy widzę młodego chłopaka, chorego, czekającego na wizytę u psychiatry, to czy mam mu powiedzieć - Słuchaj, całe życie masz przekichane? - czy też raczej zachęcić go - Nie poddawaj się. Weź się w garść, będzie lepiej - Oczywiście, powiem mu - Na razie jest ci ciężko, ale bądź cierpliwy i uważny. To minie. - Należy go zachęcić i dodać mu otuchy. Tak zwróciłbym się do każdego, który chciałby zapytać mnie o radę.

piątek, 13 maja 2016

Skuteczne leczenie schizofrenii. Kiedy możemy powiedzieć o jego sukcesie?

Leczenie schizofrenii to przede wszystkim terapia oparta o zastosowanie leków przeciwpsychotycznych. Jest to niestety długi i wymagający, zarówno od pacjenta jak i jego bliskich proces, który w wielu przypadkach należy kontynuować do końca życia.

Skuteczna terapia – co to znaczy?
Pocieszające jest jednak to, że skrupulatność i systematyczność się opłaca, bo właściwie prowadzona terapia jest bardzo skuteczna i niejednokrotnie pozwala opanować nieprzyjemne objawy i wrócić do normalnej aktywności. I to właśnie powrót do zwykłych, codziennych aktywności, a nie tylko ustąpienie objawów wytwórczych (urojenia, głosy), jest dobrym wyznacznikiem efektywności leczenia.


Jakie są cele terapii?
Nadrzędnym celem terapii jest redukcja symptomów choroby. Jednak nowoczesne podejście psychiatryczne na tym nie poprzestaje. Oprócz podstawowego dążenia jakim jest redukcja objawów schizofrenii, terapia ma jeszcze inne wymiary – funkcjonalny rozumiany jako optymalna aktywność pacjenta, dająca możliwość realizacji ról społecznych (członka rodziny, pracownika, ucznia etc.) oraz subiektywny. Wymiar subiektywny to po prostu dobre samopoczucie chorego, skutkujące należytą współpracą i chęcią aktywnego uczestnictwa w terapii.
Nieprzyjmowanie leków – wróg skutecznej terapii
Chyba najistotniejszym z zagrożeń dla efektywnego leczenia jest nieprzyjmowanie leków. Brak konsekwencji i skrupulatności w realizacji terapii farmakologicznej może skutkować nieprawidłowościami prowadzącymi do załamania stanu zdrowia. Obecnie jest to nieco prostsze – długodziałające leki przeciwpsychotyczne (tzw. LAI) ułatwiają normalne funkcjonowanie pacjenta i jego bliskich oraz zabezpieczają przed wystąpieniem symptomów choroby.


Schizofrenia w rodzinie – jak mogę pomóc bliskiej osobie?
Bardzo istotna jest współpraca chorego w terapii i wsparcie ze strony otoczenia. Pasywna postawa reprezentowana przez bliskich pacjenta znacznie utrudnia uzyskanie zadowalającej remisji objawów. Wsparcie najbliższych jest wręcz niezbędne dla satysfakcjonujących wyników terapii. Zainteresowanie, życzliwość i zrozumienie okazane pacjentowi z całą pewnością zaowocuje wynikami leczenia.
Niejednokrotnie codzienne życie z chorobą jest dużym wyzwaniem dla rodziny, szczególnie gdy w grę wchodzą emocje, z którymi często trudno jest sobie poradzić, dlatego warto skorzystać z różnych form wsparcia psychologicznego.
Rehabilitacja w schizofrenii – co psychologia ma mi do zaoferowania?
Niezwykle ważne jest wdrożenie stosownej psychoterapii i psychoedukacji, dotyczącej zarówno pacjenta, jak i jego najbliższych. Programy edukacyjne przyjmują różne formy - prezentacji, grup dyskusyjnych, treningów behawioralnych. Szczególny nacisk kładzie się na współpracę oraz umiejętność rozpoznawania objawów chorobowych (istotne by odpowiednio wcześnie rozpoznać nawrót choroby tak, by skutecznie i szybko mu przeciwdziałać).


za rp.pl

czwartek, 24 marca 2016

Depresja facebookowa

Amerykańscy naukowcy stwierdzili, że im częściej młody człowiek korzysta z mediów społecznościowych, tym większe prawdopodobieństwo, że ma depresję.
Na Uniwersytecie w Pittsburghu przebadano ponad 1,7 tys. osób w wieku od 19 do 32 lat. W ankietach uwzględniono 11 portali społecznościowych: Facebook, YouTube, Twitter, Google Plus, Instagram, Snapchat, Reddit, Tumblr, Pinterest, Vine i LinkedIn. Uczestnikom zadano też pytania umożliwiające ustalenie, czy cierpią na depresję. 

Wyniki były następujące: przeciętny respondent korzystał z mediów społecznościowych przez 61 minut dziennie, odwiedzając rozmaite portale tego rodzaju jakieś 30 razy w tygodniu. Wyszło też na to, że co czwarty respondent zdradza objawy depresji. Najistotniejszy wynik jest jednak taki: depresja jest częstsza u osób więcej korzystających z mediów społecznościowych. Osoby, odwiedzają tego rodzaje portale najczęściej cierpią na rzeczoną dolegliwość 2,7 raza częściej niż te, które meldują się na nich najrzadziej.


Naukowcy twierdzą, że osoby cierpiące na depresję próbują w ten sposób zapomnieć o swoim smutku i wypełnić wewnętrzną pustkę. Ale zależność może też przebiegać w drugą stronę: niewykluczone, że portale społecznościowe przyczyniają się do powstania depresji, np. w ten sposób, że ludzie przedstawiają tam często samych siebie w sposób wyidealizowany przez co inni czują się gorsi (i też w odpowiedzi próbują się przechwalać, co napędza spiralę fałszu).

za: rp.pl

wtorek, 28 lipca 2015

Dzieci z FAS

W XIX i XX wieku wielokrotnie w literaturze naukowej opisywano zaburzenia obserwowane u noworodków narażonych na działanie alkoholu. W 1937 roku dwaj lekarze amerykańscy, Kenneth Lyons Jones i David Smith oficjalnie wprowadzili do terminologii medycznej pojęcie FAS, którym określili zespół zaburzeń będący rezultatem działania alkoholu na dziecko w okresie płodowym.

FAS (Fetal Alcohol Syndrome) to Alkoholowy Zespół Płodowy, który jest zespołem wad wrodzonych powstałym w wyniku działania alkoholu na dziecko w okresie prenatalnym. FAS jest chorobą nieuleczalną, której można jednak uniknąć, zachowując abstynencję w czasie trwania ciąży.

Objawy choroby

FAS obejmuje zarówno zaburzenia fizyczne jak i neurologiczne. Do najbardziej charakterystycznych cech występujących u dzieci, których matki spożywały alkohol podczas ciąży, należą: niska waga urodzeniowa, małogłowie, wady układu kostno-mięśniowego, wady w budowie serca, wątroby i nerek.

Osobną grupę schorzeń stanowią wady w wyglądzie twarzy zwane dysmorfiami. Anomalie w budowie twarzy są tak bardzo charakterystyczne, że niejako na pierwszy rzut oka pozwalają rozpoznać i zdiagnozować FAS. U osoby z FAS twarz jest niesymetryczna i spłaszczona. Oczy są szeroko rozstawione, opadające powieki.  Górna warga jest wąska i często pozbawiona barwy, nos jest mały i zadarty. Ponadto uszy są nisko osadzone, szyja krótka

Poza wadami fizycznymi, FAS związany jest także z szeregiem zaburzeń ośrodkowego układu nerwowego oraz z opóźnieniami rozwojowymi. Osoby z FAS mają problemy z zapamiętywaniem i uczeniem się. Trudności w zrozumieniu pojęć abstrakcyjnych m.in.: matematycznych, czasu, pieniądza, odległości. Kłopoty z planowaniem, organizacją, rozwiązywaniem problemów, przewidywaniem, uczeniem się na błędach, oceną sytuacji. Trudności komunikacyjne, opóźniony rozwój mowy, problemy z używaniem języka w bardziej skomplikowanych kontekstach, dosłowne rozumienie pojęć, brak zrozumienia żartów, niezrozumienie intonacji językowej i emocjonalnej (smutek, radość, złość, twierdzenie, pytanie, rozkaz). Często nie potrafią funkcjonować w grupie rówieśniczej, są nadpobudliwe, cierpią na niekontrolowane napady agresji i nie są w stanie właściwie przewidzieć konsekwencji swoich działań.

Nie bez powodu więc mówi się czasem, że osoby z FAS są niczym kawałek materiału obszytego fastrygą, który z uwagi na ów użyty prowizoryczny ścieg jest bardzo kruchy i podatny na uszkodzenia.

Dodam na marginesie, że statystycznie dziesięć razy częściej niż FAS występują u noworodków inne zaburzenia, opisywane jako FASD - Poalkoholowe Uszkodzenie Płodu.

Istnieje wiele czynników powodujących trwałe zaburzenia budowy lub czynności organizmu w okresie życia płodowego. Wszystkie one negatywnie wpływają na prawidłowy rozwój i w różnym stopniu mogą prowadzić do upośledzenia funkcji życiowych. Alkohol jest tym czynnikiem, który według wielu potwierdzonych badań należy do najbardziej pustoszących i niebezpiecznych dla rozwijającego się w łonie matki dziecka.

Istnieje wiele  tzw. teratogenów, to znaczy czynników, które powodują zaburzenia budowy lub organizmu w okresie prenatalnymAlkohol etylowy należy do specyficznej grupy szkodliwych czynników (teratogenów), które prowadzą do nieodwracalnych uszkodzeń. Cząsteczki alkoholu bez problemu przenikają przez łożysko matki, chroniące płód przed wpływem różnego rodzaju toksyn i zarazków. Po około 40 minutach od spożycia alkoholu przez matkę, jego stężenie we krwi dziecka jest zbliżone do takiego poziomu, jakby samo spożyło alkohol. Nawet niewielka dawka alkoholu może spowodować trwałe upośledzenie, a nawet poronienie.

Alkohol spożywany przez matkę w czasie ciąży skutkuje wieloma nieodwracalnymi zaburzeniami nie tylko w rozwoju dziecka w jej łonie, ale także na dalszych etapach jego życia. Uszkodzenia mózgu spowodowane przez alkohol w życiu płodowym niestety nie ustępują z wiekiem. W okresie niemowlęcym dzieci, których matki spożywały alkohol, mogą przechodzić zespół abstynencyjny, miewać drgawki, zaburzenia snu, być nadwrażliwymi na światło i dźwięk. Większość z nich ma zbyt słabe napięcie mięśniowe i kłopoty ze ssaniem i spożywaniem pokarmów. Bywają rozdrażnione i płaczliwe.



Czas szkoły i okres dorastania stanowią wyzwanie dla dziecka z FAS. Nasilają się wówczas trudności z przystosowaniem do grupy, przyswajaniem wiedzy, zapamiętywaniem i przestrzeganiem reguł zachowania. Dziecko z powodu inności jest odrzucane przez grupę i izolowane. Rodzice nieznający diagnozy, interpretują zachowania dziecka jako niewłaściwe, przypisują mu lenistwo i nieposłuszeństwo, a siebie obwiniają o błędy wychowawcze i pobłażliwość, co może prowadzić do uczucia porażki i wypalenia. 

Z kolei u młodzieży i osób dorosłych nadal utrzymuje się niski wzrost i mała objętość głowy. Rozwój umysłowy 25-latka może pozostawać na poziomie dziesięcioletniego dziecka.  Dorośli z FAS mogą nie być zdolni do posługiwania się pieniędzmi lub opieki nad dzieckiem. Występowanie cech fizycznych FAS-u koreluje z obniżonym IQ (średni IQ ok 63). Osoby dorosłe z FAS często nie są zdolne do założenia rodziny i do podjęcia pracy zawodowej.


Terapia dzieci z FAS

Właściwa opieka nad dzieckiem z FAS obejmuje zarówno pomoc kliniczną (specjalistyczna opieka lekarska), jak i długotrwałą terapię wymagającą współdziałania psychologa lub psychoterapeuty, pedagoga, logopedy, fizjoterapeuty oraz przede wszystkim rodziców lub opiekunów dziecka. Podstawowym celem terapii osób z FAS (głównie dzieci) jest stymulacja ich rozwoju oraz minimalizowanie skutków istniejących zaburzeń. Istotnym elementem terapii jest odkrycie zasobów dziecka - jego zdolności i wykształconych już umiejętności (tzw. diagnoza pozytywna), na których będzie można się oprzeć w trakcie pracy z dzieckiem. Dla osiągnięcia wymiernych efektów, wymagania wobec dziecka powinny być dostosowane do jego aktualnych możliwości i wsparte odpowiednią pomocą rodziców i terapeutów.


Jaka jest rzeczywistość?

Badanie sondażowe z 2005 r. wykonane  na zlecenie PARPA, na reprezentacyjnej grupie 1038 kobiet w wieku prokreacyjnym 18-40 lat, wykazało, że co trzecia piła alkohol w czasie ciąży. Najczęściej piły kobiety z wykształceniem średnim, najrzadziej z podstawowym. Najwięcej piły kobiety z małych i średnich miast, najmniej w dużych miastach i na wsi. Kobiety wierzące i praktykujące w znacznie mniejszym stopniu (12%) spożywały alkohol w trakcie ciąży niż kobiety niewierzące lub wierzące i niepraktykujące (31%). W 2005 r. przeprowadzono badanie sondażowe na grupie reprezentatywnej 1000 Polaków w wieku 15 lat i więcej. Jedna trzecia kobiet (33,5%), które urodziły jedno lub więcej dzieci przyznało się do spożywania niewielkich ilości alkoholu w trakcie ciąży. Choć 83% badanych słyszało, że nawet najmniejsza ilość alkoholu może być niebezpieczna, to jedna trzecia (31,7%) twierdzi, że niewielka ilość alkoholu może mieć pozytywne działanie dla matki i dziecka (!).

Na podstawie badań spożycia alkoholu przez kobiety, szacuje się, że w Polsce co roku rodzi się ok. 900 dzieci z pełnoobjawowym FAS-em. Dziesięć razy więcej ma inne zaburzenia opisywane jako FASD - Poalkoholowe Uszkodzenie Płodu. Szacuje, że w Polsce ok. 1% noworodków doświadcza negatywnych konsekwencji związanych z ekspozycją płodu na alkohol. Na świecie częstotliwość występowania FAS szacuje się na 3-9 na 1000 żywych urodzeń. We Francji wskaźnik ten wynosi 4,8 na 1000, w USA 3 na 1000.


Płeć a alkohol

Alkohol działa bardziej toksycznie na organizm kobiety niż mężczyzny. Kobieta o masie ciała tej samej co mężczyzna, po wypiciu tej samej porcji alkoholu otrzyma go o 40% więcej. Dzieje się tak ze względu na inną proporcję pomiędzy ilością tkanki tłuszczowej i wody w organizmie kobiety i mężczyzny. Również poziom hormonu estrogenu sprzyja intensywniejszemu wchłanianiu alkoholu. Kobiety posiadają mniej enzymów odpowiedzialnych za metabolizm alkoholu. Organizm kobiety ma mniejszą tolerancję na alkohol, szybciej prowadzi do uzależnienia, powoduje większe szkody w tkance nerwowej mózgu.

Abstynencja - najlepszą ochroną dziecka

Nie wiadomo, jaką ilość alkoholu może wypić kobieta w ciąży bez ryzyka uszkodzenia płodu. Potrzeba większej ilości alkoholu, aby spowodować fizyczne deformacje, natomiast aby uszkodzić mózg wystarczy niewielka ilość alkoholu. Lekarze przekonują zatem, że skoro nie ma takiej pewności, najbezpieczniej i najrozsądniej jest w ogóle nie spożywać alkoholu w tym czasie.


niedziela, 17 maja 2015

Śmiech to zdrowie



Zdolność do śmiechu jest jedną z istotniejszych cech odróżniającą nas od świata zwierząt. Śmiech jest naszym prawdziwym pożytkiem. Jak się powszechnie mówi, leczy ciało i duszę. Jest w tym wiele prawdy.

Śmiech pozwala złagodzić stres związany z życiem codziennym, usuwa zmęczenie i depresję, potrafi ulżyć cierpieniu i zapewnia zdrowy sen. Jest również najlepszym środkiem zapobiegającym licznym chorobom dzięki temu, iż przyspiesza proces metabolizmu organizmu, ożywia krążenie krwi, wzmacnia funkcje obronne organizmu i – w rezultacie – wzmacnia organizm.

Oprócz swego terapeutycznego efektu, śmiech odgrywa bardzo ważną rolę w stosunkach międzyosobowych. Powszechnie wiadomo, że ludzie, którzy często się uśmiechają, osiągają większe sukcesy życiowe. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta. Po pierwsze, zawierają znajomości towarzyskie o wiele łatwiej niż ponuraki. Po drugie, nigdy nie biorą siebie nazbyt poważnie i to pozwala im utrzymać równowagę umysłową. Po trzecie, chętniej są zatrudniani niż nie -uśmiechający się pracownicy. To jest przyczyną, dlaczego osiągają lepsze wyniki w pracy: pogodny sprzedawca sprzeda więcej towarów w sklepie a pełen optymizmu menadżer zawrze więcej kontraktów dla swojej firmy.

Jest udowodnione, że ludzie, którzy lubią się śmiać, są pewniejsi siebie, bardziej tolerancyjni
i chętniej akceptują słabości innych. Jest tak, ponieważ śmiech oczyszcza emocje i pomaga pozbyć się agresji.

Jeżeli nie próbujemy złagodzić napięcia, ostatecznie obraca się ono przeciwko nam – bądź wpadamy w gniew i pogarszamy nasze relacje z innymi ludźmi, bądź tłumimy własne uczucia i  zmierzamy do załamania nerwowego. Dlatego zamiast psuć ludziom humor lub sprowadzać na siebie chorobę, powinniśmy wybuchać śmiechem tak często, jak to tylko jest możliwe. "Konanie ze śmiechu" jeszcze nikomu nie wyrządziło krzywdy. I nie ma żadnych efektów ubocznych.

Wprost przeciwnie, jest kluczem do bycia szczęśliwym.


poniedziałek, 16 marca 2015

Psychoanaliza liczy już sobie 120 lat

Twórcą nowoczesnej metody poznania i leczenia człowieka - psychoanalizy jest Zygmunt Freud (1856 - 1939), neurolog i psychiatra wiedeński, docent neuropatologii. Przyjęto, że pierwszym wyrazem tej koncepcji są "Szkice o histerii" napisane przez Freuda w 1895 roku. Omówienie zasad psychoanalizy znajduje się w dwóch kolejnych jego publikacjach – "Interpretacja snów" (1900) oraz "Psychopatologia życia codziennego" (1904). Zatem w bieżącym roku mija 120 lat od powstania freudyzmu.
Zygmunt Freud

Można powiedzieć, że Freud podjął "bunt" przeciwko ówczesnej tradycyjnej psychologii. Wszyscy psychologowie przed nim skupiali się w swoich badaniach na tym, co w psychice ludzkiej było świadome. Freud natomiast twierdził, że to właśnie nieświadomość stanowi główny nurt życia psychicznego człowieka. Jako pierwszy wprowadził pojęcie nieświadomości do psychologii. Uważał, że istnieją nieświadome zjawiska psychiczne, takie jak uczucia, dążenia i przekonania oraz nieświadome konflikty wewnętrzne, które nie są przez osobę uświadamiane, lub tylko w pewnych okolicznościach, a pomimo tego odgrywają zasadniczą rolę w życiu. Dotarcie do nieświadomości jest jednak trudne, chociaż niektóre przejawy życia psychicznego to ułatwiają. Są nimi na przykład czynności pomyłkowe lub marzenia senne. Nieświadome dążenia łatwiej bowiem dochodzą do głosu w marzeniu sennym niż na jawie. 
Psychoanaliza, zwana również psychologią głębi lub po prostu freudyzmem, jest dzisiaj jedną z powszechnych metod stosowanych w terapii przez psychoterapeutów. Oczywiście w ciągu 120 lat rozwinęła się znacznie i zainspirowała rozwój innych szkół terapii, lecz jej założenia są niezmienne - w głębi naszej psychiki tkwią elementy nieświadomego życia psychicznego. Żeby je rozpoznać, należy stosować specjalne metody analizy psychologicznej.
Dom Freuda w Londynie, gdzie obecnie mieści się jego muzeum

Terapię psychologiczną prowadzi się poprzez analizę takich tworów psychiki jak czynności pomyłkowe, marzenia senne, swobodne bezsensowne skojarzenia, natręctwa myślowe. Wszystkie te twory łączy to, że są elementem psychicznym, jednakże obcym świadomości, czyli związane są z nieświadomością. Leczenie chorego polega na uświadomieniu tego, co nieświadomego w życiu psychicznym pacjenta.
Test osobowościowy

W procesie leczenia pacjenta przyjmuje się, że podstawową przyczyną powstania objawów nerwicowych jest nieświadome wspomnienia, z którymi wiążą się silne uczucia. Świadomość nie akceptuje tych wspomnień w związku z czym emocje dają o sobie znać w chorobowych objawach neurotycznych. Celem psychoanalizy jako metody terapeutycznej jest przywrócenie do świadomości tych wspomnień. W terapii poddaje się analizie czynności pomyłkowe, marzenia senne, fobie, natręctwa myślowe, które są obce świadomości, czyli są związane z nieświadomością. Odpowiednio prowadzona analiza prowadzi do uświadomienia sobie nieświadomego wspomnienia i w efekcie usunięcia źródła nerwicy. Zgodnie z zasadami klasycznej psychoanalizy terapia odbywa się kilka razy w miesiącu i trwa około godziny.  Psychoanaliza jest terapią długoterminową i trwa kilka lat.

niedziela, 25 stycznia 2015

CO NAS ZABIJA, A CO NAS LECZY?

 Wiadomo, iż ogólnie ograniczamy długość snu. Nie sprawia nam trudności siedzenie do drugiej w nocy i na przykład majstrowanie  nad swoją stronką internetową , by zwiększyć oglądalność,  co niesie ze sobą zwiększenie zysków. Kiedy 10 listopada kładłem się do łóżka właśnie po drugiej w nocy, naszła mnie jeszcze ochota do przeanalizowania jednej pilnej kwestii. O godzinie trzeciej spostrzegłem się, że jeżeli natychmiast nie zażyję leków, moje nadciśnienie tak wzrośnie, że ze snu będą nici. Nikłą pociechą były dla mnie słowa lekarza, który wystawiając mi w gabinecie dwa dni temu receptę na polpril i captopril, tę grupę szybkiego reagowania, zapewniał mnie, że teraz co drugi mieszkaniec globu cierpi na choroby cywilizacyjne.

Przełknąłem zdesperowany pastylki i popiłem chłodną wodą. Chyba pomogło, bo spałem do samej jedenastej. Mogłem sobie na to pozwolić, bo akurat wypadało jedenastego listopada (Święto Niepodległości). Po godzinie pierwszej żona i ja postanawiamy wyjść na spacer. Świeci słońce, jest ciepło, zatem wyruszamy i w końcu po dwóch godzinach docieramy aż do Areny, tej nowoczesnej budowli przypominającej swym kształtem Niezidentyfikowany Obiekt Latający w rozmiarze XXXL, który wylądował na łąkach czyżyńskich. Wszędzie tłumy spacerowiczów i rowerzystów. Był taki listopadowy dzień, kiedy wydaje się, że lato nigdy się nie skończy, jak pisał Ian Fleming w pierwszym zdaniu powieści o agencie 007 Jamesie Bondzie ("W tajnej służbie Jej Królewskiej Mości"). 

Nadmiar świeżego powietrza sprawił, że poczuliśmy wilczy apetyt, ale gdzie tu co kupić w tak wielkie święto? Wszystkie restauracje i bary pozamykane na siedemdziesiąt siedem spustów. Po rozpaczliwych poszukiwaniach dotarliśmy do jedynego otwartego fast fooda, rozłożonego obok jednej ze stacji benzynowych. Lokal dosłownie pękał w szwach od klientów takich jak my, zmuszonych do uzupełnienia niedoboru kalorii niezdrową ilością tłuszczów i węglowodanów pochodzących z frytek i hamburgerów. Ale cóż było robić, ustawiliśmy się w tasiemcowej kolejce i zaczęli dumać, co zamówić? W końcu żona wzięła twistera a ja zdecydowałem się na zingera. Pysznie smakowało, a oto co było w środku:


Twister

Serving Size: 252g
Calories: 670
Calories from Fat: 340
Total Fat: 38 grams
Saturated Fat: 7 grams
Cholesterol: 60 milligrams
Sodium: 1650 milligrams
Carbohydrates: 55 grams
Fiber: 3 grams
Sugars: 7 grams
Protein: 27 grams


Triple Crunch Zinger Sandwich

Serving Size: 224g
Calories: 680
Calories from Fat: 370
Total Fat: 41 grams
Saturated Fat: 8 grams
Cholesterol: 90 milligrams
Sodium: 1650 milligrams
Carbohydrates: 42 grams
Fiber: 1 grams
Sugars: 3 grams
Protein: 35 grams

Do tego wypiliśmy każdy po małej koli, składającej się z:

Pepsi - Small

Serving Size: 11 fl. Oz.
Calories: 140
Sodium: 35 milligrams
Carbohydrates: 37 grams
Sugars: 37 grams



Jak można łatwo obliczyć, żona spożyła 810 kcal, natomiast ja o 10 kcal więcej. Było smacznie, ale bardzo kalorycznie! "Regularne spożywanie produktów fast food prowadzi do chorób cywilizacyjnych takich jak otyłośćchoroby nowotworowemiażdżyca, choroby serca i wątroby" - przestrzega Wikipedia. Dlatego też nikomu nie polecam stołować się w fast foodach na co dzień. Z drugiej strony była dla nas i dobra wiadomość – w trakcie trzech godzin spaceru w umiarkowanym tempie każdy z nas spalił 913 kcal. Po zbilansowaniu zjedzonych w fast foodzie i spalonych podczas spaceru kalorii okazało się więc, że każdy z nas był o sto kcal do przodu, tzn. że więcej kcal spaliliśmy niż zjedli. Zatem każdemu radzę, niech wypoczywa w sposób aktywny, a żadna wizyta w  fast foodzie nie będzie dla niego straszna. Na potwierdzenie powyższych słów jutro zaraz rano idę popływać na basen.

CZY W OGÓLE OPŁACA SIĘ UDZIELANIE PIERWSZEJ POMOCY?



Klikając TUTAJ przejdziesz do artykułu  CZY W OGÓLE OPŁACA SIĘ UDZIELANIE PIERWSZEJ  POMOCY?  

piątek, 21 listopada 2014

CZY JESTEŚ UZALEŻNIONY OD JEDZENIA? SPRAWDŹ TO


W ostatnich latach coraz liczniej występują zaburzenia odżywiania, które wiążą się z niekontrolowanym lub nadmiernym jedzeniem. W Europie aż 50% społeczeństwa ma problemy z kontrolowaniem wagi, a co piąta kobieta przyznaje się do napadów obżarstwa. Jedzenioholizm, czyli uzależnienie od jedzenia, to nie tylko problemy z samym objadaniem się, ale i nałogowym i natrętnym myśleniu o jedzeniu.



Zaburzenia odżywiania specyficzne
Anoreksja (jadłowstręt psychiczny) to zaburzenie odżywiania polegające na znacznej utracie wagi ciała i najczęściej dotyczy osób młodych (14 – 20 rok życia). Nieleczona anoreksja może prowadzić do śmierci. Przede wszystkim atakuje psychikę człowieka. Najczęściej zaczyna się od odchudzania lub od chęci fizycznego upodobnienia się do jakiejś znanej postaci. Odchudzanie jest często wynikiem presji środowiska – szkoły baletowe, aktorskie, łyżwiarskie, gimnastyczne.

Anorektyk najczęściej ukrywa jedzenie, wyrzuca je niepostrzeżenie i udaje, że zjada posiłki. Dlatego wykrycie tej choroby w rodzinie jest trudne. Anorektyk starannie dobiera produkty do przyrządzania potraw, muszą być niskokaloryczne, odtłuszczone i lekkostrawne. Oprócz ilościowego i jakościowego ograniczania posiłków, aby szybciej stracić na wadze intensywnie wykonuje wyczerpujące ćwiczenia fizyczne, częściej dłużej niż godzinę dziennie.

Dlaczego anorektyk ciągle się odchudza? Ponieważ widzi siebie jakby w krzywym zwierciadle, mimo znacznej niedowagi ciągle uważa siebie za osobę grubą. Granice idealnej wagi wciąż przesuwają się w dół. Ważne są tu emocje – gdy anorektyk dostrzega choćby minimalną utratę wagi, doznaje pozytywnych emocji, rośnie euforia, poprawia się jej samopoczucie. Z drugiej strony choćby minimalny wzrost wagi jest przyczyną silnej frustracji i niezadowolenia.

Skutki anoreksji to: radykalna utrata wagi (masy mięśniowej i tkanki tłuszczowej), zaburzenia funkcjonowania układów i narządów wewnętrznych (szczególnie układu trawiennego), zmiany dermatologiczne - suchość i brak elastyczności skóry, wypadanie włosów, pojawienie się charakterystycznego meszku na twarzy i ciele, zmiany nastroju (lęk, niepokój i depresja), zaburzony obraz własnego ciała oraz pogorszenie relacji z bliskimi i funkcjonowania w różnych rolach społecznych.

Bulimia to zaburzenie odżywiania o podłożu psychicznym. Występują w niej niekontrolowane napady objadania się, po których występują zachowania mające na celu pozbywanie się jedzenia z organizmu, takie jak prowokowanie wymiotów, przyjmowanie środków przeczyszczających, głodówki, wykonywanie lewatyw, nadmierne ćwiczenia gimnastyczne.

Bulimicy z jednej strony odczuwają przymus jedzenia (potrafią spożyć kilkanaście tysięcy kcal dziennie), a z drugiej strony po objadaniu się czują wstręt do siebie i własnego ciała. Dlatego mają silną potrzebę wydalania zjedzonego pokarmu. Bulimik pomimo świadomości własnej choroby nie jest w stanie powstrzymać się od napadów żarłoczności i zupełnie traci kontrolę nad ilością spożywanego pokarmu.

Skutki bulimii to: nadżerki ściany gardła, przełyku i żołądka, choroby dziąseł, ubytek szkliwa zębów; przewlekłe zapalenie trzustki. Nasilona w ciągu dnia częstotliwość wymiotów i odwrócona perystaltyka układu pokarmowego może prowadzić do samoczynnego zwracania jedzenia i niemożności zatrzymania go w żołądku. Biegunki, bóle brzucha, rozdęcia, zatwardzenia, porażenna niedrożność jelit. Dalej - zaburzenia układu sercowo-naczyniowego, np. zaburzenie rytmu serca. Wzmożone pragnienie, częste oddawanie moczu, zaburzenia miesiączkowania. Poczucie osamotnienia i izolacji, niska samoocena, poczucie bezradności i braku kontroli nad własnym zachowanie. Zmienność nastroju – od euforii do głębokiego przygnębienia; problemy w pełnieniu ról społecznych.

Zaburzenia odżywiania niespecyficzne
Jedzenioholizm czyli kompulsywne (nałogowe) objadanie się - to zaburzenie podobne do bulimii pod względem napadów objadania się, z tą różnicą, że nie towarzyszy jej "przeczyszczanie" organizmu. Podczas napadów jedzenioholik traci kontrolę nad jakością i ilością spożywanego pokarmu. Jedzenie nie ma na celu zaspokojenie głodu, ale staje się ono środkiem do rozładowania wewnętrznego napięcia nerwowego. Dopiero ból żołądka, spowodowany jego przepełnieniem, prowadzi do przerwania napadu żarłoczności.

Jedzenioholicy spożywają posiłki bardzo często, np. co dwie godziny, mają o wiele szybsze tempo jedzenia, często spożywają posiłki bez odczucia głodu.

Skutki nadwagi i otyłości związane z jedzenioholizmem: schorzenia kręgosłupa i stawów, deformacje kończyn, które nie są w stanie znieść nadmiernego obciążenia (płaskostopie, szpotawość, koślawość kolan). Przewlekłe choroby układu sercowo-naczyniowego – niewydolność krążenia, nadciśnienie, miażdżyca naczyń wieńcowych, żylaki. Zaburzenia metaboliczne i hormonalne, np. cukrzyca typu II, zaburzenia miesiączkowania. Zapalenie trzustki, wątroby, kamica żółciowa i inne poważne choroby somatyczne. Niskie poczucie własnej wartości wynikające z negatywnego obrazu siebie i nieradzenia sobie z konsekwentnym stosowaniem diety, a także na skutek negatywnych reakcji otoczenia. Poczucie osamotnienia i bezradności, trudności w znalezieniu partnera życiowego i pełnieniu ról społecznych.

Ortoreksja to zaburzenie polegające na obsesyjnym przestrzeganiu zasad zdrowego odżywiania się. Ortorektycy jedzą tylko produkty ekologiczne, nie pozwalając sobie na żadne ustępstwa w tej kwestii. Choroba zaczyna się niewinnie, np. od dbałości o zdrowie. Nasila się, gdy ortorektycy nie potrafią już myśleć o niczym innym, jak tylko o skomponowaniu idealnie zdrowego jadłospisu. Często narzucają sobie drastyczną dietę, prowadzącą do powolnego wyniszczania własnego organizmu.

Zespół jedzenia nocnego polega na nadmiernym nocnym łaknieniu. Osoby z tym schorzeniem spożywają ponad połowę dziennej racji żywności po godz. 19.00. Budzą się często z nieodpartym pragnieniem jedzenia. Może to prowadzić do bezsenności.

Wilczy apetyt na słodycze to zaburzenie polegające na niepohamowanym łaknieniu słodyczy. Najczęściej dotyka osób niespokojnych. Dostarczenie organizmowi cukru powoduje, że osoby te się uspokajają i znika napięcie emocjonalne. Zaburzenie często pojawia się jesienią, gdy występuje obniżenie nastroju. Większe zapotrzebowanie na cukier może być wywołane stresem. Dzięki słodyczom w organizmie wydzielają się endorfiny (hormony szczęścia), które wpływają na doraźne polepszenie się nastroju.


TEST Czy jesteś jedzenioholikiem?

1. Czy często jesz, kiedy nie jesteś głodny(a) lub nie jesz mimo głodu?
2. Czy Twoja waga Cię niepokoi, jest zdecydowanie zbyt niska lub zbyt wysoka?
3. Czy zdarza Ci się w obecności innych osób jeść umiarkowanie, a potem w samotności "dopychać się"?
4. Czy Twój sposób jedzenia wpływa niszcząco na Twoje zdrowie?
5. Czy "zajadasz" stres i intensywne emocje?
6. Czy ktoś z Twojego otoczenia martwi się Twoim sposobem jedzenia?
7. Czy miewasz napady obżarstwa, kiedy nie kontrolujesz tego, ile zjadasz?
8. Czy kiedykolwiek próbowałe(a)ś kontrolować swoją wagę, uciekając się do środków przeczyszczających, tabletek odchudzających czy innych środków nie przepisanych przez lekarza?
9. Czy często próbowałe(a)ś kontrolować swoją wagę przez bardzo intensywne ćwiczenia fizyczne?
10. Czy często zdarzało Ci się po zjedzeniu pierwszego kęsa nie móc się powstrzymać od dalszego jedzenia, aż do "opchania się"?
11. Czy podejmujesz próby kontrolowania wagi przez intensywne głodówki i drastyczne diety?
12. Czy odczuwasz potrzebę nieustannego myślenia o swoim wyglądzie, wadze i jedzeniu?
13. Czy zdarzyło Ci się stracić kilogramy pod wpływem jakiejś diety, by następnie objadać się w niekontrolowany sposób?
14. Czy zdarzyło Ci się prowokować wymioty, aby usunąć to, co zjadłe(a)ś?
15. Czy ktoś Ci kiedykolwiek mówił, że powinieneś/powinnaś porozmawiać z lekarzem lub terapeutą o Twoim sposobie jedzenia?

Jeśli na pięć lub więcej pytań odpowiedziałe(a)ś "tak", koniecznie skontaktuj się ze specjalistą (lekarzem, psychologiem lub terapeutą), ponieważ możesz mieć poważne problemy z jedzeniem. W przypadku łącznego występowania uzależnienia od substancji psychoaktywnych (alkohol, tytoń, leki, narkotyki) i zaburzeń jedzenia terapia powinna być prowadzona w sposób kompleksowy, czyli uwzględniający oba typy zaburzeń. Niektóre ośrodki leczenia uzależnień w Polsce posiadają już odrębne programy terapeutyczne dla osób uzależnionych od jedzenia. Prowadzą one nie tylko terapię indywidualną, ale pojawiają się też propozycje terapii grupowej.

Jedzenioholizm można z powodzeniem wyleczyć!


Do opracowania artykułu posłużyłem się broszurą "Gdy jedzenie staje się problemem. Czy jestem uzależniony?" autora Krzysztofa Gąsiora, wydaną przez Krajowe Biuro ds. Przeciwdziałania Narkomanii, Warszawa 2013

czwartek, 13 listopada 2014

OTYŁOŚĆ. PRZYCZYNY I ZAPOBIEGANIE

Jak wiadomo, nasz wygląd zewnętrzny ma wpływ na to, jak się czujemy, na naszą kondycję psychiczną. Osoby z otyłością częściej ulegają depresji. Nadmiar kilogramów łączy się ze stresem. Otyłość (gdy BMI wynosi 30 i więcej) jest jedną z najczęstszych chorób cywilizacyjnych, a także przyczyną innych, znacznie groźniejszych chorób, takich jak obturacyjny bezdech senny, cukrzyca typu 2, nadciśnienie tętnicze, miażdżyca, zapalenie kości i stawów.

Najpowszechniejszą przyczyną otyłości jest przejadanie się, a więc zjadanie nadmiaru pokarmu w stosunku do potrzeb organizmu. Nie musi to być zjadanie ogromnych ilości jedzenia. Często dochodzi do nieporozumienia w tej kwestii. Tęga osoba u lekarza przeważnie mówi – Panie doktorze, ja jem bardzo mało, wcale nie zjadam śniadań ani zup, a mimo to tyję. Oczywiście osoba ta nie zdaje sobie sprawy, że właśnie brak śniadań jest przyczyną zjadania obfitych kolacji  oraz  podjadania w ciągu dnia. Przejadanie się słodyczami jest w naszym kraju najczęstszą przyczyną otyłości. Na drugim miejscu trzeba wymienić potrawy mączne, których zjadamy zdecydowanie za dużo.

Fabryczna obróbka potraw oraz produkowanie potraw chemicznie czystych (np. cukier) pozbawiło je wszelkich włókien, łupin, pestek, skórek, otrąb itp. Przetworzony w ten sposób pokarm zawiera duże ilości energii (kalorii) w małej stosunkowo objętości. Przeciętna porcja pokarmu dostarcza dużych ilości kalorii wskutek dużego ich stężenia w oczyszczonym pożywieniu. Na przykład kostki czekolady mają dużą gęstość kaloryczną. Zaledwie 8 małych kostek to aż 200 kcal i bardzo niewiele pokarmu, by wypełnić żołądek. Stąd częsta skarga osób otyłych, że jedzą mało a mimo to tyją. Oczywiście to "mało" oznacza małą objętość, a nie małą kaloryczność.

Obróbka pokarmu wpływa na ilość spożytych kalorii w różnoraki sposób. Po pierwsze, pokarmy nie przygotowane wymagają dłuższego gryzienia i dokładniejszego żucia. Jest to dla jedzącego męczące, a ponadto długo trwa, w tym czasie pokarm dokładnie nasiąka śliną, a jednocześnie w żołądku wydziela się duża ilość soku trawiennego, co łącznie ze śliną zwiększa jeszcze bardziej objętość pokarmu. Po drugie, wypełnienie żołądka dużą ilością pęczniejącego po nawilżeniu pokarmu wywołuje u jedzącego uczucie nasycenia i skłania go do zakończenia posiłku.
Odwrotna sytuacja jest z pokarmami oczyszczonymi. Na przykład białe bułki czy ciasta nie wymagają prawie wcale gryzienia, po zwilżeniu zmniejszają swoją objętość, wywołując znacznie później uczucie nasycenia.

Inną powszechną przyczyną jest zmniejszenie aktywności fizycznej, zwłaszcza w warunkach życia miejskiego. Łącznie można to nazwać hiperfagią (przejadanie się) i hipokinezją (niedobór ruchu). Oczywiście sumą hiperfagii i hipokinezji jest otyłość. Inne przyczyny otyłości są  znacznie rzadsze (schorzenia hormonalne, choroby przemiany materii) i bardziej skomplikowane, zatem  je pominę.

Jak wiadomo, różne pokarmy maja różną wartość kaloryczną. Najbardziej kaloryczne są tłuszcze (ok. 9 kcal/g), znacznie mniej węglowodany i białka (ok. 4 kcal/g.) Jednak niezależnie od wartości kalorycznej, różne pokarmy mają różną "siłę tuczącą", tzn. mniej lub bardziej pobudzają tworzenie i odkładanie tłuszczu. Najbardziej tuczą węglowodany proste, czyli jedno- i dwucukry (cukier, glukoza, miód, czekolada, czekoladki, cukierki, kremy, torty, ciasta, konfitury, lody, słodkie dżemy i marmolady, budynie). Nieco mniej tuczące są pokarmy mączne (pieczywo, ziemniaki, kluski, kasze, ryż, ciasta). Najmniejszą "siłę tuczącą" mają chude pokarmy białkowe (chude mięsa, ryby, chudy drób, białe sery, twarogi, jogurty niskotłuszczowe, białka jaja kurzego) oraz owoce (jabłka, grejpfruty, brzoskwinie, truskawki, ananasy). Listę zamykają warzywa (papryka, pomidory, ogórki, kalafior, cukinia), których ilość spożywania można w zasadzie nie ograniczać. Jadanie częste, 4 – 5 razy dziennie, jest korzystniejsze z punktu widzenia otyłości, niż jadanie tych samych ilości pokarmów 1 – 2 razy dziennie. Dzieje się tak dlatego, iż przy rzadko spożywanych posiłkach organizm człowieka nastawia się na "odkładanie kalorii na zapas", a to sprzyja otyłości.

Wielkim błędem jest niejadanie śniadań. To najważniejszy posiłek dnia, pomijanie go powoduje wieczorne napady głodu (wieczorne obżarstwo). Wielu ludzi popełnia błąd, jedząc za mało na pierwszy posiłek dnia, czasem w mylnym przekonaniu, że większe ograniczenie kalorii pozwoli im  stracić na wadze. Zemści się to na nich jednak później, gdy głód i apetyt sięgną zenitu, powodując, że te osoby będą jeść ciastka i inne pyszności jedno za drugim.

LECZENIE OTYŁOŚCI

W przypadku otyłości znacznego stopnia wskazane jest przed rozpoczęciem odchudzania zgłoszenie się do lekarza, który może ewentualnie stwierdzić inne tło nadwagi niż przekarmianie.
Niewskazane jest stosowanie głodówek, ani też drastycznych diet odchudzających (np. Dieta Kopenhaska, Dieta dr Pierre Dukana). Dlaczego głodówka i ostre diety odchudzające są szkodliwe dla zdrowia? Ponieważ tłuszcze, których pozbywamy się w trakcie odchudzania, nie ulatniają się w powietrzu ani nie znikają cudownym sposobem, ale zostają upłynnione do krwi. Z krwi są wychwytywane przez różne narządy, z tego jedna trzecia przez wątrobę. Ilość tłuszczu, który trafia do wątroby, łatwo obliczyć. Jeśli ktoś schudł 10 kg, to z tego 3 kg tłuszczu wpłynęło do wątroby. Dla wątroby ważącej około 1,5 kg zużytkowanie takiej ilości tłuszczu jest poważnym obciążeniem. Obarcza to wątrobę metabolicznie i grozi jej stłuszczeniem. Stłuszczenie wątroby rozwija się wówczas, gdy wątroba otrzymuje z tkanki tłuszczowej więcej tłuszczu, niż może go spalić.  Dlatego powinno się odchudzać w sposób spokojny i równomierny, a zarazem dostarczać wątrobie tych produktów pokarmowych, które są konieczne do spalenia i przerobienia tłuszczu. Prawidłowa dieta powinna zawierać białka zwierzęce, nabiał, warzywa, oleje roślinne i witaminy.

Wartość kaloryczna diety odchudzającej powinna się mieścić w granicach 1200 – 1600 kcal/dobę i zawierać:
Białka: 80 – 120 g/dobę (chude mięso, ryby, chudy drób, chude przetwory mleczne, jaja).
Węglowodany: 100 g/dobę (pieczywo razowe, chrupkie, ziemniaki, ryż, płatki owsiane).
Jarzyny i owoce: w zasadzie wszelkie poza słodkimi, surowe i gotowane, w całości i rozdrobnione.
Około dwóch litrów płynów (woda mineralna, herbata, 2 filiżanki kawy, ewentualnie niewielka ilość napojów light), oprócz soków owocowych, które są wysokokaloryczne.
Prawidłowe postępowanie dietetyczne jest podstawą leczenia otyłości. Nie ma żadnych cudownych leków, które odchudziłyby w sposób automatyczny, raczej mogą one poważnie zaszkodzić na zdrowiu. Leczenie operacyjne rezerwowane jest dla przypadków skrajnej otyłości, gdy BMI wynosi 40 i więcej. W przypadku typowej, masowej otyłości z przekarmiania, wystarczy zmiana sposobu odżywiania (zmiana nawyków żywieniowych) oraz więcej ruchu na co dzień.

Jednak często jest ponad nasze możliwości, ażeby samą siłą woli zmusić się, by jeść mniej, gdy organizm domaga się, by jeść więcej. Ponieważ tradycyjna metoda "mniej jedzenia, więcej ruchu" z podliczaniem kalorii spożywanych produktów nie bywa skuteczna, dietetycy (np. Dr Louis J. Aronne w książce "Po prostu schudnij") opracowali metody polegające nie na ograniczaniu porcji zjadanych posiłków, ale na eliminowaniu z jadłospisu pokarmów tuczących, o wysokim ładunku glikemicznym. Produkty o wysokim ładunku glikemicznym po pierwsze są tuczące, po drugie znacznie pobudzają apetyt. Produkty o niskim ładunku glikemicznym mają mało skrobi i cukru i są sycące. Większość roślin strączkowych i warzyw, pieczywo z pełnego przemiału (zawierające błonnik), chude białko zwierzęce mają niski ładunek glikemiczny. Dieta ""Po prosu schudnij" L.J.Aronne'a  zasadniczo nie opiera się na wskazaniu "mniej jedzenia, więcej ruchu", ale postuluje zmianę nawyków żywieniowych oraz podaje wskazówki, jak postępować żeby utrzymać stałą wagę, bez efektu "jojo", czyli ponownego przybrania na wadze.

W otyłości wystarczy zrzucić około 15 procent początkowej wagi, by znacząco poprawić stan swojego zdrowia. Pociąga to za sobą również znaczącą poprawę samopoczucia.



środa, 7 listopada 2012

Czy szczęście jest celem samym w sobie?


O tym, czym jest szczęście, pisze  Brian Tracy w wydanej rok temu w Polsce książce pt. „Nie tłumacz się, DZIAŁAJ!”. Brian Tracy odkrył, że szczęście składa się z pięciu składników. Niepowodzenie w którejś z tych sfer może spowodować stres, zmartwienia itp.

I. ZDROWIE I ENERGIA. Prawdopodobnie są to najważniejsze elementy dobrego życia. Tylko wtedy, kiedy cieszymy się dobrym zdrowiem i nic nas nie boli oraz czujemy stały przypływ energii, jesteśmy w pełni szczęśliwi. Zdrowie jest  „potrzebą podstawową”, to znaczy niezbyt się nim przejmujemy, dopóki go nie stracimy. Nie zastanawiamy się nad kondycją swojego ciała, dopóki nam się nie zaczną dawać we znaki różne bóle i dolegliwości. Z tego powodu każdy z nas powinien dbać o to, by utrzymywać doskonały poziom zdrowia i sprawności.

II. SZCZĘŚLIWE ZWIĄZKI. Co najmniej 85 procent naszego szczęścia – lub jego braku – zależy od jakości relacji z innymi ludźmi, pisze Brian Tracy. Jako ludzie jesteśmy tak skonstruowani, żeby dobrze funkcjonować w społeczeństwie, żeby pracować i egzystować z innymi osobami na każdym etapie naszego życia. Zdolność  nawiązania i utrzymania wartościowych relacji z małżonkiem, dziećmi, przyjaciółmi i współpracownikami oraz innymi ludźmi jest miarą naszej osobowości i zdrowia psychicznego. Nie można uważać relacji międzyludzkich, zwłaszcza tych najważniejszych, za coś oczywistego. Często zaczynamy o nich myśleć dopiero, kiedy pojawia się jakiś problem z relacjami, i wtedy zaczynamy myśleć już tylko o tym jednym.

III. SENSOWNA PRACA. Żeby być prawdziwie szczęśliwym, należy wykonywać pracę, którą się lubi, w której jest się dobrym i za którą również otrzymuje się godziwe wynagrodzenie. Ludzie są szczęśliwi wtedy, gdy mają poczucie, że ich praca ma jakiś sens. Człowiek musi mieć poczucie, że to, czym się zajmuje, faktycznie robi różnicę w życiu i pracy innych osób. Pracodawcy myślą, że ludzi do pracy motywują głównie pieniądze i inne korzyści materialne. Jednak kiedy w badaniach nad źródłem motywacji zapytano o to pracowników, wymienili oni głównie takie trzy czynniki, jak: ambitna i ciekawa praca; możliwość rozwoju i doskonalenia zawodowego; sympatyczni współpracownicy.

IV. NIEZALEŻNOŚĆ FINANSOWA. Największe lęki, jakich doświadczamy, dotyczą według B. Tracy, przegranej, porażki i biedy. Boimy się, że wpadniemy w nędzę i nie mając środków do życia uzależnimy się od innych. Z tego powodu przez całe życie winniśmy dążyć do niezależności i wolności finansowej. Szczęśliwi są ci z ludzi, którzy nie muszą się już martwić ciągłym niedostatkiem pieniędzy.

V. SAMOREALIZACJA. Chodzi tutaj o przekonanie, że osiągamy wszystko, co możemy. Dzieje się tak, kiedy czujemy, że wykorzystujemy coraz więcej swojego potencjału.

Jako podsumowanie koniecznie trzeba podkreślić: Szczęście nie jest celem, do którego można dążyć i który można osiągnąć. Szczęście jest PRODUKTEM UBOCZNYM, który przypada Ci w udziale, gdy zaangażujesz się w coś, co sprawi Ci prawdziwą przyjemność. Szczęście więc nie jest celem samym w sobie, ale występuje przy okazji podjętego przez Ciebie wysiłku i pracy.



niedziela, 9 września 2012

Trudne początki nauki



Pochodząca z dalekiego Burundi w Afryce Odetta Ndayizeye dziś opowie prawdziwą historię małego chłopca z wioski Gatara.

Przed rokiem w maju, idąc rano na mszę, zobaczyła skulonego z zimna i siedzącego na schodach kościoła chłopca. Wydawał się nie mieć więcej niż sześć lat. Jego poszarpane ubranie było mokre. Wchodzący ludzie zainteresowali się chłopcem, zadawano mu dużo pytań: „Skąd jesteś?", „Jak nazywa się twoja mama?", „Jaka jest nazwa wzgórza, na którym mieszkasz?"... Chłopiec nie odpowiadał na pytania, siedział ze spuszczonymi oczyma, z twarzą bez wyrazu i był smutny. Nie chciał też wejść do kościoła. Zrobiło mi się żal tego chłopca, gdyż cierpiał zimno, o tak wczesnej porze był z dala od rodziny i był smutny, a przecież nasze afrykańskie dzieci są wesołe, ich oczy błyszczą słońcem. Po Mszy poszłam pospiesznie tam, gdzie siedział mój mały przyjaciel. Także inni ludzie okrążyli go, zadając wiele pytań.

Siostra Karma zaproponowała, aby zaprosić go do naszej misji. Zgodził się bez słowa. Usiadłszy w słońcu, by się ogrzać, przyglądał się nam uważnie, z apetytem zjadł śniadanie (owoc awokado z chlebem), jego buzia zaczęła nabierać śladów dziecięcej radości. Rozpoczęłyśmy rozmowę z naszym gościem, okazało się, że ma na imię Patryk. Na nasze pytania odpowiadał rezolutnie. Znał dokładnie imiona rodziców, nazwę swojego wzgórza. Mieszka niedaleko, ok. 30 minut drogi. Rozmawialiśmy w naszym języku kirundi. Dowiedziałyśmy się, że do szkoły nie chodzi, ponieważ rodziców nie stać na opłaty, gdyż ma dziesięcioro rodzeństwa. Wyliczył nawet ich imiona, ale jak się później okazało, nie jest to prawdą. Jest ich w domu troje. Nasz mały przyjaciel chciał nas zaszokować swoją sytuacją życiową. Zgodnie z prawdą jego życie nie jest wesołe. Tato okazał się człowiekiem nieodpowiedzialnym, cały ciężar troski o rodzinę spoczął na mamie, a Patryk jako najstarszy syn powinien mamie pomóc.

Gdy doszliśmy do przyczyny jego obecności o tak wczesnej porze na schodach kościoła, okazało się, że od kilku dni nie mieszka w domu, sypia w przybudówkach, spożywa to, co uzbiera, a ubranie ma mokre dlatego, że pomieszczenia te są źle pokryte, a przecież mamy porę deszczową.

„Patryk, dlaczego uciekłeś z domu?" - zapytałam. Moje pytanie zawstydziło go trochę. - „No bo... no bo nie chcieli mi dać jeść" - odparł. „Mama nie chciała ci dać jeść?"- zapytałam. „Ale dlaczego?". - No bo wiesz, mama wysłała mnie po wodę do źródła, a ja cały dzień bawiłem się z kolegami i jak wróciłem wieczorem, to mama mi powiedziała, że ci, co nie pracują, nie mogą jeść razem z innymi, którzy pracowali". -,,Czy mama miała rację? Powiedz nam". Patryk zwiesił głowę i przyznał się, że często jest nieposłuszny i uparty. - „Dlaczego nie chodzisz do szkoły?". - „No, wiesz, zaczynałem trzy razy pierwszą klasę, ale nigdy nie skończyłem. Zawsze się spóźniałem i wolałem bawić się z kolegami, którzy pilnują kóz, a nieraz biegłem do głównej drogi i popychałem rowery z towarem, i nawet coś zarobiłem".

Nasza rozmowa nabierała kolorów, chłopiec teraz był szczery w swych wypowiedziach aż do bólu, jak mówią Polacy. - „Czy ty chcesz się uczyć?" - kontynuowałam. „Możemy ci pomóc. Patrz, przy naszej misji, tu w Gatara jest bardzo dużo sierot, którym siostry pomagają i te dzieci się uczą". - „Dobrze, ale po wakacjach, bo teraz już straciłem rok".

W tym dniu Patryk otrzymał od siostry nowe ubranie, swoje stare co prawda wyprał, ale nie nadawało się ono jednak do użytku, trzeba było je spalić. Jego mama odwiedziła nas, dziękując, że odesłałyśmy chłopca do domu. Wszystko, co powiedział, było bolesną prawdą. Jest chłopcem trudnym. Mama prosiła ze smutkiem: - „Jeśli możecie, to mu pomóżcie".

Po uzgodnieniu z mamą, Patryk przychodził do naszej misji, by nam pomagać w ogrodzie. Przychodził w swoim nowym ubraniu. Był dumny, że jest z siostrami. Pewnego dnia otrzymał polowe łóżko, innym razem koc i co piątek zanosił do domu żywność dla swego młodszego rodzeństwa. Tak mijały tygodnie wakacji, pracowite dla Patryka. Nauczył się nawet różnych modlitw. Nie jest jeszcze ochrzczony (większość dzieci otrzymuje w Burundi sakrament chrztu w czwartej klasie). Ostatnie tygodnie wakacji spędził w domu. Nieraz można go było spotkać w poszarpanym ubraniu, z workiem na plecach, sprzedającego trzcinę cukrową.

Początek kolejnego roku szkolnego jest już blisko. Patryk otrzymał całą wyprawkę, został zapisany do pierwszej klasy w szkole, która znajduje się blisko naszej misji, rozpromieniony po raz czwarty rozpoczął naukę. W pierwszych dniach przychodził, by nam powiedzieć: „Dzień dobry! „.
To, co się dobrze zaczęło i tym razem nie doszło do skutku. Nagły wyjazd siostry Karmy oraz innych sióstr na praktykę apostolską do innych placówek misyjnych, zniechęcił chłopca. Także brak zainteresowania ze strony innych i problemy w domu nie motywowały go. Już po pierwszym trymestrze przerwał naukę. Po naszym powrocie do Gatara odnalazłyśmy Patryka, który był jak zawsze w dobrym humorze. Nadal jest szczery i... znów o rok opóźniony w rozpoczęciu nauki. Przychodzi rano, by na naszej misji kosić trawę i znowu obiecuje, że po wakacjach rozpocznie po raz kolejny pierwszą klasę.

Niestety, takich chłopców jak on jest wielu. Ci, którzy zasmakowali niezależności i samowoli, gubią się w świecie dorosłych, wykorzystywani i niszczeni przez innych nie mogą wzrastać z rówieśnikami i stawać się wspaniałymi ludźmi.

Odetta Ndayizeye pisze, iż postara się zrobić wszystko, by Patryk mógł rozpocząć naukę i ją kontynuować.



Jak można się przekonać, problemy wychowawcze wszędzie są podobne, zarówno w Polsce jak i w odległym Burundi. Ważne, by ich rozwiązania podejmowały się osoby posiadające zarówno odpowiednio kwalifikacje jak i wrażliwe serce.

Opr. na podst.: Echo z Afryki i innych kontynentów, wrzesień 2012